Wraca Ekstraklasa: Lechia gotowa na udaną wiosnę

Lechiści cieszący się z gola | fot. Mateusz Słodkowski, trojmiasto.pl

W trakcie zimowej przerwy, dla polskich klubów nadszedł czas tradycyjnych przygotowań do rundy wiosennej. Rok temu o tej porze roku, nastroje w obozie Lechii Gdańsk były zdecydowanie gorsze od obecnych. Wówczas ekipa Adama Owena w planach miała utrzymanie, teraz pod wodzą Piotra Stokowca, biało-zieloni są według wielu faworytem w walce o mistrzostwo. Co wpłynęło tak pozytywnie na drużynę, że obecnie znów należy do najlepszych w Polsce?

Trener

Na początku marca ubiegłego roku z funkcji trenera zwolniony został Adam Owen. Jego dorobek w Lechii był daleki od ideału. W szesnastu meczach wygrał jedynie czterokrotnie. Zastąpił go człowiek, którego na przestrzeni czasu można nazwać architektem sukcesu Lechii – Piotr Stokowiec. Były trener Zagłębia Lubin zastrzegł sobie dowolność w wyborze składu, treningów i ruchów transferowych. Wprowadził oczekiwaną dyscyplinę, której w drużynie wcześniej brakowało i twarde zasady. Ich ofiarą stał się chociażby Marco Paixao. Portugalczyk nie stosował się do poleceń i oczekiwań szkoleniowca, w efekcie czego wyleciał z klubu. Stokowiec na przestrzeni czasu odmłodził skład i rządzi twardą ręką, co przyniosło efekt. To się nazywa dobra zmiana!

Przygotowanie fizyczne

Nowy trener w zeszłym sezonie miał jasno określony cel – utrzymać klub w Ekstraklasie. Mimo początkowych niepowodzeń udało mu się to. Ciężko pracował na to aby wygrzebać drużynę z dołka. W licznych wywiadach podkreślał, że zawodnicy są wręcz fatalnie dysponowani kondycyjnie. Tutaj doszukiwać się można przyczyn słabiutkiej gry lechistów. Co ciekawe, Adam Owen był specjalistą właśnie od przygotowania fizycznego. Co za ironia! Po dobrze przepracowanej zimie, w już zmienionym kadrowo zespole, Lechia stała się zupełnie inną drużyną. Wyrachowaną, skupioną, dobrze przygotowaną kondycyjnie, a co najważniejsze – skuteczną. Widać to chociażby po miejscu w tabeli.

Rozsądne transfery, marketingowa bomba

Po utrzymaniu w Ekstraklasie nadeszło rozprężenie, bo plan minimum został zrealizowany i wszyscy z niecierpliwością oczekiwali następnego sezonu. Efekty pracy Stokowca były widoczne chociażby po rozsądnych transferach, które z pewnością podziałały motywująco na resztę drużyny. Zdrowa rywalizacja potrafi przynieść wymierne korzyści: większe zaangażowanie na treningach, dodatkową motywację, gdy już dostanie się szansę. Do drużyny dołączyło kilku klasowych zawodników.

Na samym początku zespół zasilił bramkarz Korony Kielce – Zlatan Alomerović, bez wątpienia jedna z najjaśniejszych postaci w ekipie Gino Lettieriego w poprzednich rozgrywkach. Miało to zwiększyć rywalizację w bramce, gdzie pierwsze skrzypce grał bez wątpienia Dusan Kuciak. Mimo tego, solidny zmiennik zawsze jest w cenie. Środek pola wzmocniono Jarosławem Kubickim. Ten transfer mógł dziwić, bo w poprzednim sezonie zawodnik nie miał zbyt wielu okazji do gry. Trener Stokowiec znał jednak piłkarza z czasów swojej pracy w Lubinie i widział w nim potencjał. Słusznie, bo Kubicki obecnie jest czołową postacią środkowej formacji w Gdańsku i aspiruje do grona najlepszych pomocników w polskiej lidze.

Kolejne transfery to Artur Sobiech i Konrad Michalak. Szerokim echem odbiły się szczególnie przenosiny Sobiecha z niemieckiego Darmstadt. Uznano je za solidne wzmocnienie ataku. Wielu dopatrywało się w nim zastępcy Marco Paixao. Póki co, nowy napastnik grał niewiele. Szkoleniowiec tłumaczył to tym, że były reprezentant Polski nie przepracował okresu przygotowawczego z drużyną. Konrad Michalak nad morze trafił na zasadzie wymiany za Pawła Stolarskiego. Jego postawa, podobnie jak Sobiecha, na razie nie powala na kolana.

Nie możemy zapomnieć o indonezyjskiej supergwieździe, czyli Egy’m Maulanie Virkim, który na początku marca związał się umową z Lechią. Zawodnik już zadebiutował w Ekstraklasie, a poprzez swoją popularność w ojczyźnie, gdańszczanie zyskali wielu nowych fanów.

Dzięki transferom wzmogła się rywalizacja na poszczególnych pozycjach, biało-zieloni zyskali marketingowo, ale też wzrosła jakość sportowa drużyny, co widać po obecnych wynikach.

Stawianie na młodych

Za czasów Owena minuty łapał jedynie Adam Chrzanowski i to z różnym skutkiem. Era Piotra Stokowca przyniosła zmiany na tej płaszczyźnie. Bardzo energicznie i rozsądnie klub podpisywał kontrakty z kolejnymi młodzieżowcami z akademii, byli to chociażby Mateusz Sopoćko czy Tomasz Makowski. Poza tym w kadrach meczowych ponownie zagościło nazwisko Karola Fili, wypożyczonego wcześniej do Chojniczanki.

Szczególnie warto zwrócić uwagę na Makowskiego. Wielu ekspertów zachwyconych było jego grą w pucharowym starciu z Wisłą Kraków. Generalnie, cieszy fakt, że coś w szkółce ruszyło. Od lat wiadomo, że to dobry ruch marketingowy, kiedy kibice mają możliwość oglądać wychowanków w akcji. W przyszłości może owocować to korzystnymi transferami i zastrzykiem gotówki. Nowy szkoleniowiec przywrócił zdrowe funkcjonowanie klubu, na czym zyskują młodzi, którzy mają możliwość łapania doświadczenia i cennych minut.

Podsumowanie

Nikt nie zaprzeczy, że gra Lechii jest z goła odmienna od tej prezentowanej rok temu. Złożyło się na to kilka czynników. Najważniejszym była zmiana trenera. Stokowiec z rozbitej mentalnie drużyny walczącej o utrzymanie zrobił maszynę, która na swoim rodzimym obiekcie jest niepokonana. Za osobą trenera stoi szereg dobrych decyzji, zarówno kadrowych jak i około sportowych. W gdańsku nastąpiła zmiana pokoleniowa: znacznie odmłodzono skład, pożegnano się z zawodnikami, którzy w oczach szkoleniowca byli nieprzydatni. Do tego uznanie budzą rozsądne transfery wzmacniające konkurencje na danych pozycjach czy wprowadzanie do seniorskiego składu zdolnej młodzieży. Wszystko to dzięki osobie Stokowca, który bez wątpienia jest ojcem sukcesu Lechii w obecnych rozgrywkach. Wielu kibiców już nie może doczekać się rundy wiosennej. Biało-zieloni rozpoczną swoje zmagania w Szczecinie. Zmierza się tam z Pogonią już w sobotę, 9 lutego.

Zmagania w Belek

Podczas zimowej przerwy, po domowym sparingu z Bytovią Bytów, piłkarze Lechii tradycyjnie udali się na obóz przygotowawczy do tureckiego Belek. Takie zgrupowanie to oczywiście okazja do integracji, zabawy, ale przede wszystkim ciężkiej pracy.  Piotr Stokowiec wspominał, że nie ma mowy o żadnym rozluźnieniu. Podczas trwającego piętnaście dni obozu, Lechia rozegrała pięć meczy kontrolnych. Biało-zieloni mierzyli się z wysoko notowanymi rywalami, m.in. Ludugorcem Razgrad.

Gdańszczanie trzy mecze wygrali, po jednym zremisowali i przegrali. Dało to m.in. możliwość sprawdzenia nowych ustawień, pozycji, rozwiązań taktycznych czy samych zawodników. Z pewnością był to dobry materiał szkoleniowy. Poza samymi meczami, piłkarze sporo czasu spędzili na siłowni czy podczas licznych gier i zabaw.  Liderzy ligi wrócili już do kraju.Przed nimi jeszcze jeden sparing z Olimpią Grudziądz. Do rozpoczęcia rundy zostało kilka dni.

Powtórka z rozrywki?

Ostatnio w mediach zaczęły pojawiać się informacje, jakoby zarząd znów nie wypłacał zaległych pensji zawodnikom. Czy demony przeszłości wróciły? Nie od dziś wiadomo o problemach finansowych Lechii, które spędzały sen z powiek zawodnikom, bo zaległości sięgały kilku miesięcy. Wiąże się to z pewnością z nierozsądną w przeszłości polityką transferową zarządu. Wystarczy przywołać choćby nieprawdopodobnie wysokie kontrakty i zbyt szeroką kadrę. Od czasu, gdy Piotr Stokowiec objął ster trenera, ten stan rzeczy wydaje się mimo wszystko poprawiać. Rozwiązano kontrakty z kilkoma zawodnikami, a piłkarze z najwyższymi kontraktami, albo musieli pogodzić się z jego obniżką, albo w klubie już ich nie ma (Sławomir Peszko, Milos Krasić). Po komunikatach medialnych o problemach z wypłacalnością, klub dość szybko potwierdził spłatę kolejnych dwóch rat, przez co piłkarze, jak i kibice mogą, jak na razie, spać spokojnie. Nie wiadomo jednak, czy kłopoty finansowe nie wpłyną na postawę zespołu w nadchodzącej rundzie.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *