Free Games For May – Trójmiejski Underground

Brzmienie jak z londyńskich podziemi, klimat Pink Floyd i dziewczyna na gitarze. Przedstawiamy Free Games For May, czyli undergroundowe trio prosto z Gdańska. Hania Went, Pascal Buła i Michał „Misiek Macidłowski zdradzili nam, jacy są, kiedy wychodzi ich EP-ka i dlaczego dziewczyny mają trochę trudniej w branży muzycznej.

Free Games For May to przedstawiciele młodej Trójmiejskiej sceny rockowej. Swoją drogę po muzycznej ścieżce członkowie zespołu zawdzięczają rodzicom. U Hani wszystko zaczęło się od płyty „The Joshua Tree” U2, którą podarował jej ojciec. – Właśnie ze względu na „The Edge’a” sięgnęłam po starą gitarę mamy i dzięki temu gram dzisiaj w zespole – wspomina. U Pascala było podobnie, sześć lat temu jego tata przyniósł do domu bas i tak już zostało. A co z Miśkiem? Grający na skrzypcach rodzice zaszczepili w nim wstręt do wszystkiego co ma struny, dlatego wziął się za perkusje.

Żywiołowość na scenie rodem z londyńskich podziemi to coś, czym wyróżniają się spośród innych zespołów. Ich teksty są przepełnione młodzieńczym buntem, pisane głównie pod wpływem emocji. Tworzą klimat, który zapada na długo w pamięci. – Piosenki są trochę o miłości, trochę o ludziach i o niepewności. Właściwie o szarej codzienności, którą staram się ubarwić, by była bardziej abstrakcyjna – mówi Hania. Pascal, jako wokalista wspomagający, śpiewa to co przyjedzie mu do głowy, dodając energicznego kontrastu.

„Free Games For May”? Jak z tej piosenki Pink Floyd’ów?

Pascal: Wiesz, to mniej tyczy się samej piosenki. Pink Floyd są dla nas ogromną inspiracją, w szczególności ich wczesny okres, kiedy jeszcze ich liderem był Syd Barett. „See Emily Play” był jego pierwszym wydanym utworem.

Młode zespoły często mają problem z określeniem wykonywanego gatunku. Jak jest z Wami? 

P: U nas przede wszystkim to psychodeliczny rock, shoegaze i postpunk. Lubimy eksperymentować i łączyć różne brzmienia.

Misiek: Głównie inspirujemy się takimi zespołami jak The Velvet Underground, U2, Sonic Youth, The Smiths.

„Eight and a half women” to wasz pierwszy wydany kawałek. Dlaczego wybraliście ten? 

P: „Eight and a half women” był jednym z utworów, który powstał w czasie wakacji. Odbiegał nieco stylem od reszty piosenek, ze względu na trochę inną energię, dlatego zdecydowaliśmy, aby go nagrać.

Hania: Tekst piosenki napisał Pascal, choć to ja go śpiewam. Kiedy sam napiszesz słowa, to wiesz czego się po sobie spodziewać, ale kiedy piosenkę napisze ktoś inny, musisz wyjść ze strefy komfortu. Myślę, że dzięki temu tworzą się naprawdę ciekawe rzeczy.

Hania, jakiś czas temu rozmawiałyśmy, o tym, że dziewczyny mają trochę trudniej w „branży” i muszą bardziej postarać się, żeby zdobyć uznanie. 

H: Jeżeli chodzi o Free Games For May, to chłopaki są świetnymi kumplami, nie czuję żadnej różnicy ze względu na to, że jestem kobietą. Obawiałam się natomiast interakcji z innymi muzykami. To stresujące, gdy wokół prawie nie ma perkusistek, basistek. Nie czujesz się komfortowo i cały czas słyszysz: „Wow, jesteś dziewczyną i jesteś nawet dobra na gitarze”. Trochę denerwuje mnie takie podejście, bo przez to boimy się pokazać. Dziewczyny w muzyce są traktowane  jako ewenement. Ich istnienie w tym obszarze powinno być oczywiste. Całe szczęście powoli się to zmienia, coraz więcej nas w zespołach. Dużo czasu minie, zanim kobiety w tej branży będą traktowane poważnie przez wszystkich, ale jesteśmy na dobrej drodze.

P: Niepokoją mnie stereotypy, o których mówiła Hania, szczególnie że jest to problem poruszany od wielu lat. Zwalczać go próbowały już tak ważne w świecie muzyki osoby jak PJ Harvey czy Kim Gordon. Mam szczerą nadzieję, że środowisko muzyczne będzie coraz bardziej otwarte, a takie uprzedzenia pójdą w niepamięć.

To nie jedyny problem, z jakim się zmagacie. Jak dajecie sobie radę z odległością? Misiek i Hania w Warszawie, a ty Pascal, w Gdańsku? 

P: Zespół pracuje na wolniejszych obrotach, przede wszystkim ze względu na moją maturę. Odległość nam nie przeszkadza. Cały czas działamy i wymieniamy się pomysłami. Poza tym możemy od siebie odpocząć.

Z racji waszego pochodzenia, muszę zapytać, czy macie jakieś ulubione Trójmiejskie zespoły? 

H: Zdecydowanie Nagrobki!

P: I oczywiście Trupa Trupa.

À propos Trupy Trupa. Odkąd dziennikarz z „Rolling Stone” napisał o nich artykuł, ich kariera nabrała rozpędu. Myślicie, że żeby zaistnieć potrzeba właśnie takiego szczęścia? 

H: Trochę tak. Wyjazd na popularny festiwal, artykuł w magazynie czy na znanym portalu przyspiesza drogę do sławy. Jednak dopóki zespół nie zostanie odkryty, to musi docierać do ludzi, pukając do wszystkich drzwi.

P: Póki co, my głównie skupiamy się na tworzeniu i nagrywaniu. Jak tylko możemy, to wyjeżdżamy na wieś i siedzimy całymi dniami nad muzyką.

Niedługo wychodzi wasza pierwsza  EP-ka. Jak wam się pracowało nad wydaniem i ilu utworów możemy się spodziewać? 

P: To będzie 7 utworów, około pół godziny muzyki.

M: Wcześniej nie do końca byliśmy świadomi, jakie możliwości stwarza praca w studiu. Zaskoczyło nas, ile detali jest do dopracowania przy nagrywaniu, jak skrupulatnie trzeba zajmować się utworami, żeby zabrzmiały tak, jak powinny. Było to bardzo ciekawe przeżycie.

Uchylcie rąbek tajemnicy. Kiedy zostanie wydana? 

H: Na razie czekamy na odzew od wytwórni muzycznych. Najprawdopodobniej pod koniec maja.

P: O wszystkim będziemy informowali na bieżąco na naszym fanpage’u i Instagramie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *