Oj dziadku – recenzja „Wszystkie pieniądze świata”

O najnowszym filmie Ridleya Scotta, było głośno z wielu powodów. Jednym z nich była zmiana aktora, grającego główną rolę na trzy miesiące przed premierą kinową. To duży problem, przy tak ogromnej produkcji. Szkoda tylko, że rozgłosu ta realizacja nie zyska po premierze, ponieważ przez swoją nijakość zniknie w gąszczu innych, lepszych tytułów.

Jean Paul Getty to człowiek, który potrafił wykorzystać każdą okazję, aby móc się wzbogacić. Podczas rozmowy z dawno niewidzianym synem nie ukrywa, że całkowicie poświęcił życie prywatne aby budować swoje imperium. Akcja filmu przenosi nas do Rzymu lat 70 XX wieku. John Getty, wnuk Jeana Paula zostaje uprowadzony przez włoskich rabusiów. Żądają oni od rodziny 17 milionów dolarów okupu, ponieważ znają „wartość” chłopca. Porywacze liczą na szybką transakcję, jednak okazuje się, że Jean nie chce zapłacić za uwolnienie swojego ulubionego wnuka. Matka chłopaka – Gail, rozpoczyna walkę z imperium, aby zebrać żądaną kwotę i odzyskać syna.

Fabuła filmu „Wszystkie pieniądze świata” jest oparta na prawdziwej historii. To nadaje mu dodatkowego ładunku emocjonalnego, ponieważ zadajemy sobie pytanie „Czy najbogatszy człowiek świata nie mógł zapłacić okupu za chłopca ze swojej dziennej pensji?”. Odpowiedź jest doskonała w swojej prostocie, ponieważ początkowo zapominamy z kim mamy do czynienia. Jean Paul Getty (w tej roli doskonały Christopher Plummer) od pierwszego spotkania sprawia wrażenie faceta, który mimo, że jest trochę zajęty pracą to wie, że rodzina jest bardzo ważna w życiu każdego człowieka. Opiekował się synem, jego żoną i wnukami – do czasu. Rozwód Gail i jej męża Johna, zmienił przedsiębiorcę w zimnego drania. Aby to podkreślić, każde pojawienie się aktora przed kamerą zmienia kolorystykę otoczenia w zimną i odpychającą. Getty kalkuluje każdego wydanego dolara, a jedyna przyjemność na jaką sobie pozwala, to zakup drogocennych dzieł sztuki.

Wspomniana Gail Harris (Michelle Williams) robi wszystko, by odbić syna z rąk porywaczy. Mimo, że to na Plummera patrzy się doskonale, to właśnie Williams jest główną siłą tej produkcji. Trzyma na barkach cały film i gdyby nie jej zaangażowanie w role, recenzja zamknęła by się w słowie „banał”. Jest to jedyna osoba na świecie, której obawia się sam Getty. I słusznie, bo to jej decyzje wpływają na rozwój akcji. Trzecią kluczową postacią jest mediator i były szpieg „cesarza” Fletcher Chase (Mark Wahlberg). Ciekawy był wybór właśnie tego aktora, do roli. Kojarzy on się głównie z głupkowatymi filmami o gościu rozmawiającym i palącym trawę z pluszakiem. Tutaj jednak trzeba przyznać, że w dramatycznej roli sprawdził sobie całkiem nieźle. Dobrze się go ogląda w parze z Williams, a o to miałem największe obawy. Reszty aktorów prawie nie ma, więc film stoi na trzech „filarach”, który niestety kiwa się na lewo i prawo.

Scenariusz jest bardzo nierówny. Początek zachwyca swoja prostotą. To jak wprowadzeni jesteśmy w historię i poznajemy tajemnice rodzinne – doskonale wygrane. Jest to też zasługa naszego rodaka. Dariusz Wolski, który odpowiada za zdjęcia do filmu spisał się na medal. Jego doświadczenie, a także wyczucie smaku pozwoliło wczuć się w klimat rodem z włoskich filmów gangsterskich. Wraz z postępem fabuły, zmienia się kolorystyka i ciężar, jaki odczuwamy patrząc na ekran. Następnie akcja mocno zwalnia. Cieszą tylko te miejsca, w których pojawia się pan Getty. Nie czuć było walki o każdego dolara, jaką toczyła matka z byłym teściem. Końcówka, która miała zaskoczyć, okazała się mało satysfakcjonująca i zbyt nierealna biorąc pod uwagę wcześniejsze poczynania przedsiębiorcy.

„Wszystkie pieniądze świata” to film poprawny. Scott do bardzo zdolny reżyser, jednak od jakiegoś czasu nie może przeskoczyć klątwy „Prometeusza”. Produkcją wychodzącym spod jego ręki brakuje tego czegoś, co przesądzi o sukcesie. Oskara nie przewiduje, ponieważ w tej kategorii widzę co najmniej dwie lepsze role. A szkoda, bo tytuł zapowiadał się obiecująco. Dobrze jest go zobaczyć, ale nic się nie stanie, jak go sobie odpuścicie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *