Sześciu najlepszych – rap podsumowanie 2017 cz. 2

W tym artykule zaprezentuję pozostałą czwórkę, która stanęła na moim prywatnym podium. Dodatkowo, na końcu słowo o oczekiwaniach na nadchodzący 2018 rok.

Miejsce czwarte – donGURALesko „Dom Otwartych Drzwi” 24.11

Pełna recenzja tego albumu znalazła się już na łamach portalu CDN. Żeby nie przedłużać – Gural dał radę i oczekiwania zostały spełnione, ale „Dom Otwartych Drzwi” nie przeskoczy „Magnum Ignotum: Preludium”. Album broni się kilkoma mocnymi kawałkami. „Gdybym”, „Wyspa Kormoranów” czy „Książki Ważkie” to sztosy nie z tej ziemi, nie wspominając już o wcześniej promowanych „O’Kruca” czy „Modern Talking”. Płyta na długo zagości w moim aucie i ciężko ją będzie zdetronizować z tak zaszczytnego miejsca.

Miejsce trzecie – Spinache „Reality” 28.06

Trzecie i drugie miejsce należą do najczęściej wałkowanych płyt tegorocznych wakacji. Spinache pokazał, że długa przerwa w nagrywaniu to nie czas na odpoczynek i cofnięcie z rozwoju. Pierwszy (!) solowy album, który, jak dowiedzieć się można było z wywiadu dla magazynu Vaib, był efektem ubocznym przy pracy nad większym projektem artysty. Miała to być swojego rodzaju przypominajka o kolesiu istniejącym na rapowej scenie od ponad 20 lat.

Miejsce drugie – Tede „SKRRRT” 23.06

BUM! I już truskule kręcą głowami i smarują komentarze, ale co tu dużo pisać: ten album albo się kocha albo nienawidzi. A ja go szczerą miłością obdarzyłem. Nie wyobrażałem sobie wyjazdu w te wakacje bez „Rezzi”, „Dziup L.A.”, „#CTZK” czy „T-Killa”. Po lekkim zachwianiu spowodowanym płytą „Keptn”, Jacek wleciał w te wakacje z nowym materiałem jak przyszli milionerzy w BitCoina. Jednak co najbardziej w tym albumie cieszy? Zabawa, zabawa i jeszcze raz zabawa. Ekipa NWJ nie boi się eksperymentować. Jeśli coś im się podoba (a przy okazji jest na to moda) to będą tworzyć tak swój album. To nie był łatwy rok dla Tedego i jego kompani, jednak zdaje się, że wytwórnia nie zwalnia i od jakiegoś czasu zapowiada nowy album. Data premiery? Na razie nieznana.

Miejsce pierwsze – PRO8L3M „Hack3d By Gho5t 2.0” 16.06

W tym roku EPka otwiera i zamyka moje zestawienie. To dowód na to, że nie trzeba robić piętnastu miałkich numerów. Wystarczy, jak w tym przypadku, pięć kawałków, którym można przypisać miano legendarnych. Oskar i Steez to aktualnie elita w polskim rapie. Ich płyty wyprzedają się w kilka minut, a mocno ograniczony nakład nadaje ich twórczości prestiżową rangę. „2#17” i „Makijaż” to prawdziwy majstersztyk, zarówno muzyczny jak i tekstowy. Kto nie słuchał, niech szybko nadrobi zaległości.

To kilka wybranych płyt, które premierę miały w tym roku i które mocno zapadły mi w pamięć. Żeby nie było tak kolorowo, mogę powiedzieć też, że zawiodłem się na kilku albumach. „Molza”– mimo że plan był doskonały, to wyszło miernie. Chyba tylko tytułowy singiel jakoś się bronił, ale Alkopoligamia w tym roku mocno osiadła na miękkim gruncie. Tak samo cała SB Maffija. O ile „Polon” był znośny, tak „Klub 27” z marketingiem jaki prowadził Solar – dno.

W 2018 roku czekam na Sokoła, który swój nowy album zapowiedział już dawno, ale sprawa ucichła i zostaliśmy z niczym. Na luty potwierdzony został nowy krążek O.S.T.R. „W drodze po szczęście”. W styczniu zaś Rasmentalism wjeżdża z nowym „Tango”, a jak już o nich mowa to nie można nie powiedzieć o powstającym „Hearthbrakes & Promises vol.4” od duetu Flirtini. W planach jest także nowy album od Tede „Warszawa Hotȅl”. Każdy nowy rok to nowe oczekiwania, dlatego nie mogę się już doczekać, co 2018 przyniesie za muzyczne perełki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *