Archiwum Dźwięków. Rok 1981

Kolejna eksplozja gatunkowa? Nowe nurty, style, propozycje? Przekraczanie granic? Jak właściwie  zdefiniować następny muzyczny rozdział, jakim był rok 1981?

1981 to data, którą umownie uważa się za koniec ery disco. Zaczęło się natomiast gatunkowe rozszczepienie rocka, punku, popu, soulu czy nawet jazzu. Wyłonił się hip-hop. Pojawiło się więcej grup takich, jak Madness czy The Selecter, tworzących ska – energiczną muzykę na pograniczu reggae i rocksteady. Rozwijała się nowa fala, dzieląc się na wiele odłamów i zyskując coraz szersze grono amatorów. Szczególny renesans zaczął przeżywać metal. To właśnie w tym roku utworzono takie zespoły, jak Pantera, Slayer czy Metallica. 1981 to także rok powstania duetu Pet Shop Boys i uformowania Sonic Youth. Do największych hitów należał krążek autorstwa Men at WorkBusiness as Usual, na którym znalazły się przeboje Down Under i „Who Can It Be Now?. Nie można także zapomnieć o znakomitym albumie Heaven Up There, wydanym przez Echo & Bunnymen. 
Od postępu na zagranicznym rynku muzycznym nie odstawali rodzimi wykonawcy. W tym właśnie roku powstała grupa Lombard, a swoje pierwsze albumy wydali m.in. Maanam, Kryzys, Izabela Trojanowska czy Perfect, na których debiut składały się ponadczasowe „Chcemy być sobą”, „Ale wkoło jest wesoło” i „Nie płacz Ewka”.

Posłuchajmy, czym jeszcze ciekawym zaskoczył nas rok 1981.

1. Maanam

Mistyka, orientalne brzmienia, później szczypta rocka… M-a-M, Maanam Elektryczny Prysznic i w końcu – Maanam. Kurtis, Porter, Jackowscy, Olesińscy, Kupidura, Markowski. Początki zespołu pełne były zmian do czasu, gdy z początkiem lat 80. Kora stała się osobą odpowiedzialną za teksty, a jej mąż – Marek Jackowski – za kompozycje. Dzięki fali entuzjazmu, jaką wywołały występy grupy w Jarocinie i w Opolu, pierwszy krążek okazał się zasłużonym sukcesem. Znajdziemy na nim energiczne kawałki z charakterystycznym dla Manaamu pazurem. O wokalu Kory krytycy pisali, że jest drapieżny, pełen ognia i fantazji. Momentami tempo jednak spada, a magiczne dźwięki gitary przyprawiają o dreszcze, jak choćby w nostalgicznym utworze „Miłość jest cudowna”.


Rok 1981 był dla zespołu niezwykle owocny. Oprócz pierwszego albumu, grupa nagrała takie przeboje, jak
Cykady na Cykladach” czy – wykorzystaną na planie filmu Wielka Majówka – balladę „Ta noc do innych jest niepodobna”. Jak sami komentowali bez udawanej skromności, trudno było ich wówczas porównywać z jakimkolwiek zespołem w Polsce.

2. Bad Reputation

Kobieta i rock – na przełomie lat 70. i 80. nie było to tak oczywiste połączenie. Znalazły się jednak kobiety gotowe przekroczyć tę granicę z impetem. Jedną z nich była Joan Jett, nazywana później Matką Chrzestną Punka i Królową Rock’nRolla. Po rozwiązaniu Runaways, piosenkarka podjęła współpracę z muzykami Sex Pistols, założyła także zespół Blackhearts, którego największym przebojem zostało znane „I Love Rock’nRoll”. Droga, którą przeszła zanim została okrzyknięta ikoną swego czasu, nie należała jednak do najłatwiejszych. W 1981 powstał album Bad Reputation, pierwszy w solowej karierze wokalistki, który paradoksalnie przyniósł jej jeszcze lepszą reputację. Tytułowy singiel i towarzyszący mu teledysk to wyraz buntu, wynikającego z sytuacji, gdy Jett została odrzucona przez dwadzieścia trzy wytwórnie płytowe. Utwór jest też swego rodzaju feministycznym manifestem. Królowa rocka śpiewa, że dziewczyna też może robić to, co jej się podoba i nie musi przez całe życie być damą, która dba o zdanie innych.

3. Face Value

Występy Phila Collinsa z zespołem Genesis przyniosły mu sławę, ale też problemy osobiste. Poświęcając się karierze, zaniedbał życie prywatne, w szczególności stosunki z żoną, z którą związku nie udało mu się uratować. Swoje uczucia postanowił wyrazić nagrywając krążek, który chwycił za serca fanów na całym świecie, utrzymując się przez kilka tygodni na pierwszym miejscu międzynarodowych list przebojów.

– Miałem żonę, dwójkę dzieci, dwa psy, a następnego dnia straciłem to wszystko… Dlatego do powstania tych piosenek przyczyniły się moje osobiste przeżycia i zmiany emocjonalne – tak kulisy powstawania płyty komentował Collins. Pomimo smutnych okoliczności, znajdziemy na niej całą gamę stylów wokalisty. Od energicznego, funkowego „Behind The Lines”, przez taneczne „Thunder And Lighting”, po melancholijne i jazzowe brzmienie w numerach takich, jak „If Leaving Me Is Easy”. Collins eksperymentował z głosem, chwilami brzmiąc nawet jak kolega z Genesis – Peter Gabriel, a także z doborem instrumentów. Na krążku możemy usłyszeć charakterystyczne dla rocka progresywnego gitary, ballady z klawiszowym akompaniamentem, ale także szeroki wachlarz instrumentów dętych. Dzięki temu zróżnicowaniu, Face Value jest rodzajem podróży, przenosi skojarzenia słuchacza z Dzikiego Zachodu („The Roof is Leaking”) do Afryki („Droned”) i Dalekiego Wschodu („Hand In Hand”). Najbardziej popularnym singlem z albumu okazało się „In The Air Tonight”. Phil Collins wykorzystał w utworze pogłosową aranżację perkusyjną, która stała się jednym ze znaków rozpoznawczych jego muzyki.

4. Controversy

Krążek wydany w 1981 roku przez Prince’a był jasną reakcją na spekulacje na temat jego wiary, orientacji seksualnej i pochodzenia. I tym razem nie obeszło się bez kontrowersji. Przeciwnie, płyta okazała się wstępem do najbardziej wyrazistego wizerunkowo rozdziału życia artysty. Szczególnie wyzywające okazały się teksty i silnie skojarzeniowo tytuły piosenek, ale szum wywołał także, czego można się było spodziewać, image wokalisty. Wisienką na torcie okazała się zróżnicowana, niedookreślona gatunkowo muzyka. Album otwiera tytułowy utwór, nazywany przez krytyków flirtem z bluźnierstwem. Singiel zawiera fragmenty modlitwy „Ojcze Nasz”, którym, co jest dość odważnym zagraniem, towarzyszą funkowe brzmienia i taneczna melodia. Scenografia klipu przywodzi na myśl świątynię, wyraźnie kontrastującą z raczej pogodnymi dźwiękami, ale świetnie obrazującą prowokacyjne usposobienie artysty. Na krążku możemy znaleźć lekkie, przyjemne i pełne erotycznych podtekstów „Private Joy”, ale także utwory odnoszące się do historycznych wydarzeń, problemów politycznych czy patologii kościoła, jak „Annie Christian” i „Ronnie, Talk To Russia”. Prince był jednym z tych wykonawców, którzy pobratali punk z funkiem. Potrafił trafić do fanów również poprzez zmysłowe ballady. Takiego utworu nie mogło zabraknąć na Controversy. Na krążku znalazło się intymne, emanujące namiętnością „Do Me, Baby”.

 

5. Dare

Odważ się! – to hasło, które pojawiło się na okładce magazynu Vogue z kwietnia 1979 roku, towarzyszyło brytyjskiej grupie Human League przy okazji powstawania ich trzeciego albumu. Tak właśnie nazwali krążek, który stał się jednym z symboli swojej dekady, a także jednym z fundamentów całego gatunku elektro- i synthpopu. Muzycy podzielili swoją twórczość na dwie kategorie: niebieską i czerwoną. Piosenkami niebieskimi nazywali popowe numery, idealne dla fanów ABBY, czerwonymi – kawałki taneczne, z większą dozą new romantic, idealne dla miłośników stylu Spandau Ballet. Na płycie znajdziemy próbki obydwu stylów bandu. Składankę otwiera utwór „The Things That Dreams Are Made Of”, który, jak mówią członkowie zespołu, jest metaforą ich artystycznych ambicji i hołdem, złożonym prostym codziennym przyjemnościom. Oprócz charakterystycznych syntezatorów, Human League nie stronili od typowych dla swojej ery barwnych stylizacji i makijażów. Na Dare znalazło się „Open your heart”, pierwszy numer zespołu, który doczekał się teledysku. Chociaż niektórych piosenek są proste i chwytliwe, artyści w rzeczywistości byli bardzo świadomi politycznie i kulturalnie. „Seconds” to wzruszająca interpretacja historii zabójstwa J.F. Kennedy’ego. Swoją drogą, utwór wykorzystano przy produkcji serii American Horror Story. Bogactwo Dare odzwierciedla także melancholijne i niewygodne momentami brzmienie „Darkness”, czy południowoamerykański akcent „Do or Die”. Nie sposób jednak nie wspomnieć, że to właśnie na tym krążku znajdziemy największy hit grupy – kultowe „Don’t You Want Me”, nr 1 na brytyjskich i amerykańskich listach przebojów 1981 roku.

 

6. La Folie

Mimo, że The Strangles osiągali duże komercyjne sukcesy na brytyjskim rynku muzycznym, w 1981 roku ich popularność zaczęła słabnąć. Zespół wydał płytę, na której planowo miały znaleźć się potencjalne przeboje, a która finalnie nie do końca nadawała się dla niewymagających słuchaczy, szukających czegoś lekkiego. La Folie to po polsku szaleństwo, które jest głównym motywem poetyckiej wręcz warstwy lirycznej krążka. Teksty skupiają się wokół różnych, nie zawsze oczywistych rodzajów i aspektów miłości, a także osobistych namiętności. Tytułowy utwór, choć na pozór mówiący o uniwersalnych uczuciach, w rzeczywistości nawiązuje do historii japońskiego nekrofila i mordercy. Najbardziej popularnym utworem okazało się „Golden Brown”, które też można dwojako interpretować. W swojej książce The Stranglers Song By Song (2001), Hugh Cornwell mówi o piosence w dwóch kategoriach: – Chodzi o heroinę, ale także o dziewczynę. Zasadniczo tekst opisuje, jak obydwie te rzeczy stały się dla mnie źródłem przyjemności.

Mimo, udanych zresztą, prób osiągnięcia nowofalowego brzmienia (Pin Up”), The Stranglers nie zrezygnowali z punkowych chwytów („Ain’t Nothin’ to It). Na krążku możemy usłyszeć charakterystyczny mówiony wokal, nie zawodzi także typowe dla zespołu metaliczne brzmienie gitary basowej J.J. Burnela.

7. Mask

AllMusic określiło debiut grupy Bauhaus jako dzieło bez skazy. Tym dość odważnym stwierdzeniem zaczęto się posługiwać także wtedy, gdy w 1981 roku ukazał się drugi album grupy – Mask, który niejednokrotnie był nazywany pionierem tego typu muzyki i inspiracją dla twórczości m.in. Einstürzende Neubauten. Zespół zdecydował się na wprowadzenie nietypowych dla siebie instrumentów: keyboardu, gitary akustycznej, a nawet saksofonu. Efektem było bardziej przystępne, w miarę możliwości pogodniejsze brzmienie, chociaż wciąż wierne post-punkowej idei muzyki. Grupa nie rezygnuje z mrocznego darkwave’u, obecnego między innymi pod postacią dręczącego „Hollow Hills”. Dowodem na to, że zespół był czymś więcej niż klasyczny gotycki rock jest także chociażby taneczne „Kick in The Eye”. Ciekawą techniką, wykorzystaną przez Bauhaus, było łączenie indywidualnych nagrań każdego z członków w jeden utwór („1. David Jay 2. Peter Murphy 3. Kevin Haskins 4. Daniel Ash”). Płyta została wspomniana w cenionej przez krytyków muzycznych z całego świata publikacji Roberta Dimery’ego – 1001 Albums You Must Hear Before You Die.

8. Time

Czas to faktycznie słowo kluczowe, gdy mowa o niezwykłym dziewiątym albumie studyjnym Electric Light Orchestra. Po pierwsze, ponadczasowość brzmień, do których dzisiaj się powraca. Po drugie, zawartość składanki sama w sobie była podróżą w czasie. Wstecz, bo słyszalne są powroty do dźwięków z lat 50. i 60., ale także wprzód, gdyż nie można odmówić Time wyraźnie futurystycznego charakteru. Sekwencja utworów została szczególnie przemyślana. Płyta jest swego rodzaju historią człowieka dryfującego po przestrzeni i czasie, narażonego na niebezpieczeństwa przyszłości, otwartą muzycznym prologiem (Prologue”) i zamkniętą takimże epilogiem (Epilogue). Każda piosenka jest kolejnym rozdziałem przygód bohatera tekstów. Brytyjski futurysta Adam Roberts nazwał album rockową operą. Rock to jednak nie do końca odpowiednie sformułowanie, zresztą zamknięcie ELO w gatunkowych ramach jest w ogóle niełatwym wyzwaniem. Na krążku słychać niekonwencjonalne dla tego rodzaju muzyki rozrywkowej instrumenty smyczkowe, które wraz z chórem nadają niektórym utworom właśnie operowego charakteru. Da się zauważyć także akcenty oldschoolowej gitary, która w połączeniu z klawiszami czy typowo elektropopowymi syntezatorami daje ciekawy efekt. Time to zupełnie nowy rodzaj muzycznej opowieści, która nie pozwala słuchaczowi się nudzić. Nie wyklucza to jednak faktu, że znajdziemy tam utwory idealne do posłuchania przed snem lub oddania się refleksjom, jak „Another Heart Breaks”, czy kultowe „Ticket To The Moon” – liryczne marzenie o powrocie do starych, dobrych lat 80…

9. Speak & Spell

W 1981 roku debiutancki album wydała grupa nieśmiałych chłopaków z Basildon. Utwory, uważane wówczas za błahe, banalne i naiwne, na zawsze zapisały się w muzycznej historii, gdy wraz z upływem czasu okazało się, że Depeche Mode zasługuje na miano jednej z ikon swojego czasu. Tytuł albumu nawiązywał do popularnej wtedy elektronicznej zabawki. Zabawy z elektroniką faktycznie były na płycie dostrzegalne, przeważał lekki taneczny klimat, wprowadzający w ruch największych sztywniaków. Członkom zespołu nie podobał się jednak kierunek, w którym zmierzała ich muzyka. Doprowadziło to do opuszczenia Depeche Mode przez Vincego Clarke’a, głównego kompozytora, którego szybko zastąpił Martin Gore. To z reguły spowodowało zwrócenie się bandu w kierunku trochę poważniejszych, ciemniejszych brzmień i tematyki. Nie sposób jednak zapomnieć o komicznych ruchach scenicznych Dave’a Gahana i niewinnych stylizacjach chłopców, którzy zdobyli serca tak wielu fanów na całym globie, niekryjących zresztą sentymentu do energicznego Speak & Spell.

10. The Man With The Horn

Chociaż Milesa Davisa powszechnie kojarzy się z klasycznym jazzem, nie należy zapomnieć, że zmienił on oblicze tego gatunku. Namacalnym dowodem jego progresywności jest długo wyczekiwany album z 1981 roku. Artysta nie bał się ani funku, ani mocnych, rockowych brzmień, co w efekcie dało zbiór znakomitych, fuzyjnych (jazzowo-rockowych) utworów. Na krążku słychać nawet elementy elektroniki, które były dla tego stylu czymś w rodzaju tabu, a także, typowe już dla jazzu, wokalne improwizacje w stylu wah-wah. The Man With The Horn to rodzaj odprężających dźwięków, które przenoszą myśli słuchaczy w utęsknione lub nieznane dotąd miejsca.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *