Obżarstwo, czyli świąteczny grzech narodowy

Obżarstwo, czyli świąteczny grzech narodowyŁakomstwo, obżarstwo, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, przejedzenie. Sytuację, w której przesadzamy z ilością spożytych posiłków możemy nazwać na wiele sposobów. Równie często jesteśmy na nią narażeni, szczególnie przy świątecznym stole. Jak możemy walczyć z polskim, świątecznym grzechem narodowym?

– Zbliżają się święta i znowu czekają nas absurdalne sytuacje. Na co dzień jemy obficie, nawet za dużo. Podczas Bożego Narodzenia zjadamy jeszcze większe posiłki. Zrozumiałbym takie zachowania, gdybyśmy musieli gromadzić zapasy, jak niedźwiedzie. Jednak większości z nas niczego nie brakuje. Ile razy znaleźliśmy się w takiej sytuacji przy stole, że wciskaliśmy coś w siebie na siłę. Jedna, dodatkowa łyżeczka spowodowała lawinę kolejnych porcji – mówi Janusz Arrasz, promotor zdrowego żywienia, wykładowca i twórca autorskich programów z zakresu m.in. profilaktyki zdrowia.

Przedświąteczny nastrój wprowadza ludzi w szał. Zdarza się, że pod koniec października, razem ze zniczami na Święto Zmarłych, kupują pierwsze kilogramy mięsa, mąki i cukru. – W domu dochodziło czasem do dziwnych sytuacji. Moja niespełna 70-letnia mama już na początku grudnia kupiła schab i go zamroziła. Później, pojawiła się promocja w jednym z supermarketów. Mój ojciec, ja i ponownie moja mama znowu kupiliśmy schab nieświadomi podobnych zakupów. Jedliśmy go przez całe święta, a nawet po Nowym Roku. Część się zmarnowała. Co roku wyrzucamy nadmiar wędlin i sałatek, które są kiepskiej jakości i gdy poleżą kilka godzin na stole są nie do zjedzenia – mówi pani Ewa. Święta przygotowuje wraz z rodzicami i mężem. – Bez znaczenia, czy spodziewamy się dodatkowych 12 gości, czy tylko jednego. Stół zawsze musi być pełen “bo to Święta”, jak to mówi moja mama. Ona od zawsze przesadza z ilością potraw. Potem wciska je każdemu i dziwi się, że coś komuś nie smakuje, czy ktoś nie je mięsa. Mówi, że to przez nich musi wyrzucać coś do śmietnika. 

Nasi dziadkowie, czy pradziadkowie inaczej obchodzili święta. Mocno podkreślali ich sakralny charakter. Stołu nie wypełniała masa półmisków z mięsem, jajkami i majonezem. Wspólny posiłek był jedynie dodatkiem do spotkania rodzinnego. Bożonarodzeniowe potrawy były wyjątkiem – na co dzień dostępność produktów była mniejsza. – Można zauważyć kolejny absurd. Przez kilkanaście dni gotujemy, by uginał się stół i gdy przychodzą święta jesteśmy zmęczeni ostatnimi tygodniami pracy w kuchni. Z kolei 27 grudnia cieszymy się, że Święta już się skończyły, bo nie wytrzymujemy ciągłego jedzenia. Czy to nie jest absurdalne? – dodaje Janusz.

Połowa grudnia, jeden z popularnych marketów. Otwarte są cztery kasy, czas stania w kolejce sięga około dziesięciu minut. W koszykach dominuje mięso i to, co akurat w promocji. Tego dnia rabat obejmował szynkę. Cena za kilogram – 7,99 zł. Mało kto zadał sobie pewnie pytanie z czego składa się ten kawałek skoro jest tak tani? Chwilowy postój przy ekspedientce wydłuża się, co powoduje wzrost niezadowolenia klientów. Brak możliwości zapłacenia za wieprzowinę mocno zdenerwował jednego z mężczyzn.

Gdy zaczął zachowywać się niestosownie, pani w kolejce zwróciła mu uwagę. Wywiązała się między nimi dyskusja – od złego nastroju przeszli do kłótni o stan państwa. Okazało się, że ona głosuje na PO, a on jest wyborcą PiSu. A to wszystko przed świętami, które miały łączyć, a nie dzielić. Wszystko przez to, że czekało się chwilę dłużej, by zapłacić za kilogram szynki wieprzowej.

– Ostatnio się zastanawiałem po co my to robimy? Jakbyśmy chcielibyśmy dobrze zjeść, to możemy pójść do restauracji i zamówić co chcemy. Możliwość ugotowania czegoś w domu mamy codziennie. W sklepach wszystko jest dostępne non stop. A to nie o to w trakcie świąt. Zapominamy o więziach międzyludzkich i nie myślimy o tym, by spędzić z kimś czas. Bezsensownie wydane na jedzenie pieniądze możemy przeznaczyć bardziej efektywnie – krytykuje Janusz. Od pewnego czasu współpracuje z Bankiem Żywności, który m.in. stara się zażegnać głód w Polsce. Obecnie doświadcza go ponad 1,6 mln osób w Polsce, które żyją w skrajnym ubóstwie. Może pieniądze wydane na jedzenie, które wyrzucimy, powinniśmy przeznaczyć na wsparcie takich inicjatyw. Na pewno byłoby to bardziej efektywne.

Obżarstwo i uginające się stoły mają niewiele wspólnego z polskimi tradycjami bożonarodzeniowymi. Jedynie kilkanaście procent mieszkańców naszego kraju mogło sobie pozwolić na wypełnione po brzegi półmiski. W wielu domach nie pojawiało się nawet przysłowiowe 12 potraw. – Będziemy mieli większą frajdę, gdy przygotujemy więcej małych porcji różnorodnych dań. Pamiętajmy też, że polska kuchnia tak naprawdę wywodzi się z kuchni biedoty. Posiłki, nawet jak były tłuste, zawierały bardzo dużo błonnika. Ludzie spożywali przede wszystkim kasze, strączki i produkty pełnoziarniste. To sprawiało, że tłuszcz nie przebywał zbyt długo w naszym organizmie. Teraz, nie dość, że nie przygotowujemy naprawdę tradycyjnych potraw, to korzystamy z rzeczy gotowych, które pozbawione są wartości odżywczych. Zawierają za to masę chemii i tzw. pustych kalorii – dodaje Janusz.

Ryba po grecku, schab ze śliwką, bigos z trzema rodzajami mięsa i jajka z majonezem. Później sernik i ciasto z kremem. Na obiad zrazy, gołąbki, pieczony kurczak i faszerowana kaczka. Czy tak wyglądają tradycyjne, świąteczne potrawy z ubiegłych wieków? – Wracając do korzeni, na pewno jedlibyśmy zdrowiej. Polskie, tradycyjne jedzenie jest nawet zalecane współczesnym Polakom. Gołąbki robione były na pełnych ziarnach, polecam je – z dodatkiem pszenicy albo żyta. Są bezkonkurencyjne! Bigos był dużo lepiej przyswajalny przez organizm. Zawierał kiszoną kapustę, grzyby i zioła. Dodawaliśmy do tego jakieś strączki, a nie mięso i kiełbasę. Pierwszym dobrym krokiem będzie zmiana pieczywa – z białego na pełnoziarniste. Zawsze śmieszy mnie, gdy ludzie mówią, że nie przygotują takich potraw, bo nie mają czasu. A spójrzmy na to z drugiej strony – mamy piekarnik, blender, roboty kuchenne, timery. Ludzie dawniej nie mieli takich urządzeń i mieli możliwość przygotowania pełnowartościowych posiłków. To oni nie mieli mniej czasu, nie my współcześnie – opowiedział o polskich tradycjach świątecznych Janusz. Jego metody wykorzystują uczestnicy warsztatów, które prowadzi. Często są to seniorzy, którzy zmienili niezdrowe nawyki kultywowane w ich domach od lat. Jak przyznaje, hitem jest tofu po grecku, które dobrze przyrządzone jest doskonałym zamiennikiem ryby. Co najważniejsze – nie produkuje przykrych zapachów podczas przyrządzania!

Tylko od nas zależy, czy my i nasi bliscy w odpowiedniej atmosferze spędzimy święta Bożego Narodzenia. Ważne, byśmy nie zapominali o prawdziwych tradycjach – czasie, który powinnyśmy spędzić z bliskimi. Warto zadbać, by umiliły go odpowiednio przygotowane posiłki, które w pełni czerpać będą z polskich zwyczajów kulinarnych.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *