Płyta roku wyszła w sierpniu. „Wszystko co złe” od Sariusa

https://www.instagram.com/mig0tka/?hl=pl

Już po usłyszeniu pierwszego singla mówiłam, że to będzie płyta roku. Trzykrotnie przesłuchałam „Wszystko co złe” i zdanie podtrzymuję. Nic lepszego w tym roku nie wyszło i wątpię, że ukaże się cokolwiek na choćby podobnym poziomie. Jedno jest pewne – jeśli tak wygląda i brzmi wszystko to co złe, to ja nie chcę już nic dobrego.

Zamawiając preorder na dwa tygodnie przed premierą, byłam wręcz pewna, że przyjdzie do mnie tylko płyta. I czekałam na nią jak małe dziecko. Moje zaskoczenie było ogromne, kiedy z koperty wyjęłam nie tylko płytę, ale też plakat z autografem, opaskę na rękę, wlepki i przypinki.

Już na tym etapie byłam zadowolona. W końcu dostałam więcej, niż się spodziewałam. Moja radość urosła jeszcze bardziej, kiedy chciałam wyjąć z opakowania płytę, a tam zobaczyłam jeszcze książeczkę z tekstami, zdjęciami i przemyśleniami. Solidnie.

Jednak wiadomo, że najważniejsza jest nie ta cała otoczka, a to, co na krążku. Przed premierą Sarius wrzucił do sieci małą zapowiedź tego, co znajduje się na „Wszystko co złe”. Na początku mogliśmy posłuchać „Kurtyny”, potem wyszedł „Wiking”, a dosłownie na chwilę przed premierą na YouTube pojawiły się fragmenty „Dobrego chłopaka” i „Zasięgu”.

Sarius pozostawił spory niedosyt i ogromne oczekiwania. Już po usłyszeniu pierwszego singla wiedziałam, że ten album muszę mieć. Zakochałam się w „Kurtynie” i słuchałam jej całymi dniami. Kiedy usłyszałam „Wikinga” moja potrzeba posiadania płyty nie była już niczym, z czym mogłabym dyskutować. A kiedy tylko dorwałam się do ostatniej zapowiedzi „Wszystkiego co złe” – przepadłam. Czytając komentarze pod kawałkami, wiem, że nie jestem w swoich odczuciach odosobniona.

I w tym momencie muszę przyznać – Sarius sprostał moim oczekiwaniom w 101 procentach. Nie do końca wiedziałam jakich numerów chcę więcej. Czy bardziej podobają mi się te spokojne, melancholijne (jak w „Kurtynie”), czy może te, na których w głosie Mariusza słychać gniew i agresję (jak w „Dobrym chłopaku”). I będąc zupełnie szczerą, nie wiem tego nawet po przesłuchaniu płyty. Bo Sarius brzmi rewelacyjnie w każdym wydaniu.

Pierwszym kawałkiem na płycie jest wyżej już wspominany „Dobry chłopak” ze Szpakiem. I jest to bardzo dobre otwarcie: mocny bit, tekst z wyraźnym przekazem. Zarówno Mariusz, jak i Mateusz pokazali co potrafią. Charakterystyczny styl gościa nie umknął mojej uwadze.

„dla tłumów jak persona, dla starych dobrych ogar,

dla młodych jak ikona, dla mamy jak przedszkolak”

Po mocnym rozpoczęciu przyszedł czas, żeby zwolnić tempo. A Sarius zrobił to w bardzo dobrym stylu. „Wszystko co złe” to numer spokojny, w którym bardziej od bitu liczą się słowa i ich przekaz. Sarius nawijający o uczuciach? Jak najbardziej. Jednak ten kawałek ma w sobie coś takiego, co przyciąga i wręcz hipnotyzuje.

„robi się niebezpiecznie kiedy serce masz

i dajesz go innym więcej niż bierzesz sam”

Numer trzy i znowu na spokojnie. „Dziecko wojny” to rytmiczny, melodyjny kawałek, który totalnie nie chce wyjść z głowy. Wydaje mi się nawet, że jest to jedno z najlepszych nagrań na tej płycie. Znowu o emocjach, ale w takim wydaniu mogłabym słuchać o czymkolwiek.

„ale nie chcę, by ktokolwiek czekał

by ktokolwiek wierzył we mnie,

widział bestię…”

Przyszedł czas na „Gadaj do rzeczy”, które jest wręcz fenomenalne. Agresywny Sarius, który się w tym kawałku pojawił, podbił moje serce. Wiadomo, że największą uwagę przykuwa tekst. Jednak w tym jednym przypadku przyciągnął mnie sposób nawijki. Przekaz, choć mocny, jest w drugiej kolejności. I to następny już numer nagrany przy współpracy z innym raperem. Tutaj padło na Gedza, który idealnie uzupełnił ten numer.

„gadaj do rzeczy,

jakbym stał naprzeciwko i dotykał Ci czoła Coltem”

Elektroniczne brzmienie w rapie? Sarius udowadnia, że można. Przy bicie do „Wspaniałego i wielkiego” ludzie mogliby dobrze bawić się na imprezie w klubie. I choć tekst też jest pozornie lekki, to jednak ma swoją głębię i mocny przekaz. I to mi się podoba. Sarius zdecydowanie potrafi w lekkiej formie przekazać to, co siedzi mu w głowie.

„ejj, żadnych rozkminek – mam tylko chwilę

ile butelek wypiłem, ile butelek wypiłem, ile?”

Szybki powrót do dobitnego przekazu, którego niczym nie przykryto. „Definicja” jest kawałkiem, który każe słuchaczowi na chwilę się zatrzymać i przemyśleć to, co mówi do niego raper. Trzeba przyznać, że numer potrafi nieco wbić w fotel. Słuchając miałam wrażenie totalnej autentyczności ze strony Sariusa. I to jest chyba największa wartość tego kawałka.

„nie wiem czy zdefiniował mnie ten sam, który mnie stworzył

i dlaczego stworzył mnie niedobrym – przez to jestem samotny”

„Powiedział mi ktoś” to kolejny numer, którego przekaz wbija w fotel. Nie dość, że mamy tutaj mocne słowa, to jest jeszcze chwytliwy refren. I to jest kolejny kawałek, który może pretendować o miano najlepszego na tym albumie. Ba, może nawet w całej twórczości Sariusa.

„a ja nie wiem, czy mi starczy mocy pisać nadal

dla gangsterów, którzy wychowali mnie dla świata”

Teraz przyszedł czas na coś, co już doskonale znamy – „Kurtyna”. Klip do singla trafił do sieci ponad miesiąc temu i w tym czasie został odtworzony ponad 2 miliony razy. Wynik odzwierciedla wszystko co myślę o tym numerze. Jest po prostu dobry, powiedziałabym nawet, że świetny. To właśnie pierwsze sekundy „Kurtyny” sprawiły, że teraz trzymam w rękach cały album.

„sama o tym pomyśl, czuję się jak uwolniony

daję Ci nóż, a Ty przyłóż go do skroni, dobry wybór”

„Zasięgu” również słuchałam już na kilka dni przed premierą. I mogę powiedzieć jedno – jestem oczarowana. Choć wiem, że większość fanów nie zna Mariusza osobiście, to ten kawałek uderza w słuchacza takim ogromem wsparciem, jakby mówił do nas najlepszy przyjaciel. Słuchając Sariusa w tym numerze przechodzą mnie ciarki, a kiedy włączyłam ten numer po raz pierwszy byłam pod takim wrażeniem, że trudno było mi cokolwiek powiedzieć. Nie wiedziałam do tej pory, że muzyka może działać na ludzi właśnie w taki sposób.

„odbieram te moce i powtarzam sobie,

że ktoś na tym świecie pokocha mnie może”

Jako dziesiąty na płycie jest „Wiking”. I to była chyba największa niespodzianka tego albumu. Kiedy singiel pojawił się w sieci, wywołał prawdziwe poruszenie. Właściwie nie wiem dlaczego, ale i ja dałam się mu pochłonąć. I w takiej wersji kupuję Sariusa bez zastanowienia! Słuchając „Wikinga” poczułam nordycki klimat i absolutnie nie chciałam go porzucać.

„czuję ten cały żar, a w sobie noszę tylko tonę skutych lodem skał,

i jednocześnie tonę, płonę, żyję, sięgam dna”

 

„Wiking” zamyka listę numerów, które znalazły się na „Wszystko co złe”. Za wszystkie teksty odpowiadał Sarius, za muzykę – Gibbs i KPSN. Panowie, dobra robota!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *