Tworząc muzykę, nie ma się czego wstydzić – wywiad z zespołem Pastry

Pastry, czyli muzyka bliska indie rockowi. Trzech chłopaków i ona, metr sześćdziesiąt za perkusją. Ten trójmiejski zespół opowiedział nam m.in. o niełatwych początkach, o planach na przyszłość i o tym, jak wymawiać nazwę ich zespołu.

Stawiają swoje pierwsze kroki na trójmiejskiej scenie muzycznej. Grają pierwsze koncerty i wydają single. W obecnym składzie tworzą od 2017 roku. Pascal Buła na wokalu i basie, Marcel Bańka i Czarek Polak na gitarze, a Alicja Lisowiec na perkusji. – Młode zespoły bardzo często wstydzą się tego, co tworzą. Jeżeli idziesz i chcesz pokazać, że grasz, no to nie ma co się wstydzić. Nawet jeżeli na początku to nie brzmi dobrze – mówi Ala.

Może na początku kilka słów o Was – kim jesteście i jak zaczęła się Wasza przygoda?

Alicja: Pastry to zespół, który tak naprawdę składa się z innych formacji. Na początku było Fortune Players, które powstało w 2014 roku i miało kompletnie inny skład. Mieliśmy dziewczynę na wokalu i innego basistę. Potem przyszedł Marcel, wokalistka odeszła i stworzyliśmy Lawyer And The Kids. To był 2015 rok i graliśmy tak przez kolejne dwa lata.

Pascal: Ja nawet kiedyś byłem na koncercie Lawyer And The Kids, w roli słuchacza.

Znaliście się już wtedy?

P: Tak. Zgadaliśmy się wówczas do takiego wspólnego, dosyć luźnego grania, jeszcze w innym składzie z Zosią Bęłdzińską. To może być mała zapowiedź, bo wkrótce wypuścimy z nią kolejny kawałek. W każdym razie pewnego dnia Ala zaproponowała mi, żebym przyszedł do nich na bas. Ich basista odchodził, fajnie grali, więc wstępnie się zgodziłem.

A: W pewnym momencie się rozpadliśmy – zostałam tylko ja i Marcel. Stwierdziliśmy, że gramy już za długo, żeby to rzucić. Pascal dołączył jako basista. Zostało jeszcze znaleźć wokalistę…

P: W gruncie rzeczy, połowa naszego istnienia to było szukanie wokalisty. Gdy wypróbowaliśmy ich już chyba ze trzech albo czterech, Marcel zapytał: Pascal, a jak z Twoim wokalem? Miałem trochę doświadczenia z innej formacji – z Free Games For May, więc odpowiedziałem, że okej. Niedawno wydałem epkę, mam parę piosenek, które śpiewam i coraz lepiej się w tym czuję. Dużo ćwiczę i myślę o wokalu na poważnie. Zaproponował, żebym zaśpiewał, no i tak wyszło. Na plus zadziałało to, że byłem osłuchany z materiałem, przez grę na basie. Partie wokalne przyszły naturalnie. Po prostu my do siebie pasujemy, jeżeli chodzi o gust muzyczny.

Pascal | Fot. Alicja Lisowiec

No właśnie, Ty Pascal jesteś także częścią Free Games For May. Działanie w obu zespołach nie koliduje ze sobą?

P: Powiem szczerze, że to nie tylko nie koliduje, ale jest jeszcze bardzo satysfakcjonujące. Tworzymy nieco inną muzykę w obydwóch składach. Mogę się spełniać i rozwijać w różne strony. Mogę zobaczyć jak to jest, jak używa się głosu i instrumentów do trochę innych celów. To wyrabia taką świadomość muzyczną. Oprócz tego, granie w dwóch składach, to po prostu więcej grania, a więcej grania, to więcej przyjemności z grania. Wiadomo, to miewa swoją cenę. Wiąże się z większą ilością prób i  rzeczy do ogarnięcia. Jednak satysfakcja wydaje mi się najważniejsza.

Nie boisz się, że w przyszłości, gdy zespoły bardziej się rozwiną, nie wystarczy Ci czasu na dwa etaty?

P: Staram się nie martwić na zapas, bo póki co, to mi pomaga. Perspektywa wspólnych koncertów, wspierania się nawzajem, jest bardzo fajna. To nie jest w żaden sposób konkurencja, bo takie podejrzenia mogą się też pojawić. My celujemy w zupełnie inne nisze.

A: To może być problem w przyszłości, ale nie przejmujemy się tym teraz. Jesteśmy młodzi, próbujemy ukształtować się muzycznie. Większa ilość zespołów i możliwości tworzenia muzyki może pomóc stwierdzić, co konkretnie chce się grać.

Pastry, czyli ciasto, słodkie wypieki? Powiedzcie, jak wyglądał proces tworzenia nazwy?

A: Było milion różnych planów, w pewnym momencie już zaczęliśmy się kłócić. Jednego dnia Marcel do mnie zadzwonił i powiedział, że ma super nazwę – Pastry. Zastanawiałam się, o co mu chodzi, jakieś słodkie wypieki, bułeczki? A on: no bo jadłem sobie bułkę, jeszcze przypomniałem sobie, że Pascal ma na nazwisko Buła i tak wyszło. Nazwa została, a ja zaczęłam się śmiać, że zgadzam się na nią, ale tylko i wyłącznie pod warunkiem, że będę ją wymawiać, tak jak się pisze. Chłopaki przytaknęli, staliśmy się Pastry i żartobliwie wołamy na to plastry.

P: Tak, są różne wersje. Dopóki ludzie nas nie poznają, to z reguły wymawiają nazwę po angielsku. Jednak później zwykle przyjmuje się nasz wariant.

Czyli jak powinno się wymawiać Pastry?

A: Dowolnie. Śmiejemy się, że polska wymowa brzmi bardziej indierockowo.

Gdybyście mieli być porównani do jakiegoś zespołu, to byłby to…

P: Szczerze? Mam wrażenie, że nasza muzyka jest mieszanką różnych klimatów. W naszych rozmowach wielokrotnie pojawiali się Foalsi. Szczególnie Ala i Marcel często o nich wspominali, to była trochę inspiracja. Nie ukrywam, że zacząłem ich słuchać dzięki nim. Z kolei ja, jak usłyszałem brzmienie gitar Marcela i Czarka, to jak oni się zgrywają i jaka energia z tych kawałków wypływa, to mi się trochę skojarzyło z zespołem Fugazi.

A: Trudno mi powiedzieć, bo Foalsi naprawdę często się przewijali w rozmowach, ale to jednak nie do końca my. Wynika to trochę z tego, że nasze kawałki bardzo się od siebie różnią, ze względu na różny czas powstawania.

Z którego kawałka jesteście najbardziej dumni?

Alicja | Fot. Sebastian Śledzikowski

A: Chyba „Merry-go-round” to mój faworyt. Jeżeli włączyłabym nasze kawałki jako obiektywny słuchacz, to padłoby właśnie na ten utwór.

P: Do „Intro” mam sentyment. Jednak kompozycyjnie najbardziej jestem zadowolony ze „Stroboscope”. Jest to piosenka bardzo dynamiczna, która zmieniała się na próbach, jak i po wejściu do studia. Z wersji ostatecznej jestem najbardziej dumny.

A: „Intro” to takie nasze dziecko. Też mam do niego sentyment ze względu na to, że napisałam do niego tekst i decyzja o jego wydaniu pomogła nam ruszyć do przodu. U nas jest tak, że wszyscy dają coś od siebie. „Intro” zostało napisane przeze mnie, „Stroboscope” przez Marcela, a „Merry-go-round” przez Pascala.

P: Dla mnie to jest bardzo fajne, że nie jestem sam w pisaniu tekstów. Wydaje mi się, że to trochę bardziej odzwierciedla klimat zespołu i to, co nam siedzi w głowach. Trochę innym, całkiem rozwijającym doświadczeniem jest przełożenie na partię wokalną czyjegoś tekstu. Ja to traktuje jak wsparcie, że mogę liczyć na cały zespół.

Na razie wydaliście trzy utwory w języku angielskim. Zamierzacie stworzyć coś po polsku?

P: Takie głosy pojawiały już się w zespole i myśleliśmy nad tym. Nie wiem jednak, jakby to pasowało do naszego stylu. To moje jedyne wątpliwości. Z drugiej strony, takie mieszanie języków wydaje się dosyć popularne wśród młodych zespołów. Utwory po polsku łatwiej wypromować w Polsce, bo nie ma w tekście bariery językowej. Mam wrażenie, że kawałki wtedy bronią się same. Także promocyjnie mogłoby to nam wyjść na dobre, natomiast nie wiem jak muzycznie.

A: Jeszcze w starym zespole mieliśmy dziesięć kawałków po angielsku i jeden w ojczystym języku. Ludzie podchodzili wtedy po koncercie i mówili, że ten po polsku jest bez sensu. Jak tworzymy po angielsku, to powinniśmy się tego trzymać. Nie jestem przekonana, czy by to do nas pasowało. Nie kojarzę żadnego zespołu, który siedzi w takim brzmieniu i gra po polsku. Chociaż to mogłoby być ciekawe. Zastanowimy się nad tym.

Kiedy możemy się spodziewać nowego singla?

A: Do końca roku na pewno wyjdą dwa kawałki. W trakcie albo po wakacjach wracamy do studia. Nie chcemy na razie nagrywać czegoś większego, jak epka albo album.

P: Jest opcja, żeby te cztery tegoroczne kawałki wydać w ramach całości, jako taki mini album, epka. Myślę, że to jest spokojnie do zrobienia, ale rzeczywiście jest plan na dwa nowe single, a co potem zobaczymy.

Niedawno graliście pierwszy wspólny koncert w Gdańsku. Planujecie w niedalekiej przyszłości kolejne występy?

A: We wrześniu będziemy grali poza Trójmiastem, a później damy kilka koncertów na miejscu.

P: Chcemy ogarnąć zarówno Trójmiasto, jak i koncerty wyjazdowe. Występy poza rodzinnymi stronami, to jednak nowe doświadczenie i nowi odbiorcy. W Trójmieście gra się w dużej mierze dla ludzi, których się zna. To będzie dla nas mały sprawdzian.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *