Wśród rywali biało-czerwonych

Czy Robert Lewandowski poprowadzi biało-czerwonych do sukcesu? Fot. SportoweFakty

Do rozpoczęcia mundialu pozostały dwa dni. Oczy futbolowego świata zwracają się w stronę Rosji, gdzie 32 reprezentacje staną do boju o prestiżowe trofeum. Analizowaliśmy już krótko wszystkie grupy, teraz skupimy się stricte na grupie H. Polacy będą w niej walczyć z Senegalem, Kolumbią oraz Japonią.

Egzotyczna niewiadoma

Senegal to nasz pierwszy przystanek na mundialu. Z afrykańską drużyną zmierzymy się za równy tydzień – 19 czerwca, w Moskwie. Nie jest to zespół ze światowej czołówki, ale może być niewygodnym rywalem. Polacy rzadko mają okazje do gry z tak „egzotycznym” zespołem, co może okazać się sporą przeszkodą. Wprawdzie w marcu biało-czerwoni mierzyli się z podobnie grającą Nigerią, lecz to był jeden wyjątek. Senegal to team, który opiera swój styl gry na sile, wybieganiu i agresywnej grze pressingiem. Pod  względem taktycznym na pewno nasze „Orły” górują nad rywalem zespołowością i zgraniem. Mimo tego, senegalskiej ekipy nie można lekceważyć, bo to doświadczona drużyna oparta na kilku bardzo dobrych zawodnikach.

Największą gwiazdą „Lwów Terangi” jest bez wątpienia Sadio Mane, tegoroczny finalista Ligi Mistrzów i gwiazda FC Liverpool. To na nim będzie spoczywała największa presja, tak samo jak w polskiej kadrze na Robercie Lewandowskim. Ich reprezentacja składa się głównie z zawodników z ligi angielskiej oraz francuskiej. Nasi boczni obrońcy na pewno uważać muszą na szybkich skrzydłowych, takich jak Keita Balde czy Ismael Sarr. Sporą przeszkodą może okazać się sforsowanie ich obrony, którą dowodzi Kalidou Koulibaly, uważany za światowy top na tej pozycji. Polacy muszą być czujni. Choć wielu kibiców zapewne uważa biało-czerwonych za murowanych kandydatów do zwycięstwa nad Senegalem, nie można popaść w nieuzasadniony hurraoptymizm. Wprawdzie niedawno afrykański zespół zremisował ze słabiutkim Luksemburgiem, ale potrafił również pewnie pokonać Koreę Płd., z którą w marcu męczyła się kadra Nawałki.

Czarny koń mundialu?

Naszym drugim rywalem będzie zawsze groźna Kolumbia, typowana do wygrania całej grupy. Były znakomity bramkarz i trener, Józef Młynarczyk, tak charakteryzuje tę drużynę: Kolumbia to typowo południowoamerykańska piłka – krótkie podania, technika, piłka nikomu nie przeszkadza. Jak damy się im rozbujać, może być ciężko ich zatrzymać. Bezsprzecznie to najbardziej doświadczony rywal, który dzięki fenomenalnej grze ofensywnej dotarł do ćwierćfinału poprzedniego turnieju cztery lata temu. Według ekspertów, pojedynek z południowoamerykańską reprezentacją będzie najcięższą przeprawą biało-czerwonych w grupie. Kolumbia ma ku temu silne argumenty.

Zdaniem Włodzimierza Lubańskiego, najlepszego polskiego piłkarza lat 70-80  Polaków czeka bardzo trudny mecz, w którym nasze ewentualne błędy na pewno będą wykorzystane, dlatego trzeba ich uniknąć. Kolumbijczycy mają w swoich szeregach świetnych piłkarzy właściwie w każdej linii. Siłę napadu stanowi Radamel Falcao, który liczy na kolejne trafienia, aby umocnić się na pozycji lidera pod względem strzelonych goli w reprezentacji (obecnie 28). W środku pola króluje James Rodriguez, największa gwiazda i filar reprezentacji. Wielu koneserów czeka na jego pojedynek z klubowym kolegą z Monachium, Robertem Lewandowskim. Pomocnik Bayernu był niekwestionowanym odkryciem i gwiazdą poprzedniego mundialu, teraz zapewne ma podobne ambicje.

Największe dziury w ustawieniu Kolumbijczycy posiadają w defensywie. Po kontuzji jest wieloletni generał obrony Cristian Zapata, który trzyma w ryzach defensywę i służy doświadczeniem młodszym Sanchezowi i Minie. Na bramce Los Cafeteros mają doświadczonego Davida Ospinę, nieraz potrafiącego uratować zespół swoimi interwencjami. O klasie golkipera Arsenalu również mogliśmy przekonać się podczas zeszłego turnieju. Bez wątpienia potyczka z Kolumbią będzie najtrudniejsza dla ekipy Adama Nawałki. Jeśli udałoby się pokonać tak uznaną markę, byłaby to pozytywna odpowiedź na pytanie, czy jesteśmy w stanie rywalizować o wyższe cele w Rosji. Oczywiście o ile nie popsujemy sobie wcześniej humorów w meczu inauguracyjnym.

Przyjadą tylko porobić zdjęcia?

 Japończycy? Pewnie przyjadą sobie robić zdjęcia z Robertem Lewandowskim i to będzie chyba wszystko, co będą mieli do powiedzenia – tak uważa Tomasz Iwan, dyrektor reprezentacji Polski ds. organizacyjnych. To bardzo optymistyczna opinia i według opinii publicznej nieprawdziwa. Jeśli chodzi o historię, to Polacy podejmowali Japonię w 2002 roku na stadionie w Łodzi. Byłem wtedy w sztabie Jerzego Engela. W Łodzi ograli nas 2:0. Byli świetnie przygotowani fizycznie. Co ich cechuje? Potrafią uprzykrzać człowiekowi życie na boisku. Nie pozwalają grać komentuje Młynarczyk. Przez półtorej dekady niewiele się zmieniło. Japończyków nie można lekceważyć, a każdy błąd może zostać skwapliwie przez nich wykorzystany. Azjatycki zespół nie jest typowany do awansu, ale zdecydowanie stać ich, by urwać punkty faworytom swoim samurajskim hartem ducha i wolą walki.

Nowy selekcjoner, pracujący zaledwie od kwietnia Akira Nishino, nie sprawił zaskoczył powołaniami. Selekcjoner szuka nowych rozwiązań, świadczy o tym niedawne testowanie ustawienia z trzema środkowymi obrońcami. Sporo do myślenia dała mu z pewnością ostatnia porażką z Ghaną (0:2). Największymi gwiazdami zespołu z Kraju Kwitnącej Wiśni są Shinji Kagawa z Borussii Dortmund, Shinji Okazaki z Leicester City i Keisuke Honda, były zawodnik m.in. Milanu. Japończycy starają się grać „po europejsku”. Stawiają na żywiołowość, wyrachowanie i dyscyplinę taktyczną. Jest to kadra doświadczona, złożona z wiekowych piłkarzy wspieranych przez młode talenty. Czy stać ich na wyjście z grupy? Niektórzy eksperci wskazują, że sukcesem będzie jakakolwiek zdobycz punktowa. Wszystko zweryfikuje boisko.

Polska mistrzem świata?

Wśród naszych kibiców panuje wręcz hurraoptymistyczna postawa. Wielu jest przekonanych o łatwym wyjściu z grupy. Na łamach portali społecznościowych da się wychwycić nawet opinie, że Polska zostanie mistrzem świata. Sztab jak i sami zawodnicy podchodzą do tego na chłodno, wiedzą, że na drodze do finału stoją prawdziwi giganci. W naszej grupie wszystko się może zdarzyć, mimo kilku różnic, zespoły prezentują dość zbliżony poziom. Pozostaje czekać na rozstrzygnięcia, jednocześnie trzymając kciuki za udany występ Lewandowskiego i spółki. Wielka mundialowa maszyna rusza już pojutrze!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *