Laurka dla (starego) geeka – „Ready Player One”

Steven Spielberg to umiłowany przez miliony widzów na całym świecie twórca popkultury ostatnich 40 lat. Dlatego nie kto inny jak właśnie on, ma największe prawo do tworzenia takich filmów jak „Ready Player One”. Recenzenci są podzieleni, a naszą opinie poznacie poniżej.

Rok 2045 w Stanach Zjednoczonych, to czas gdy krajem rządzą wielkie korporacje, a ludzie godzą się na mieszkanie w domach ze starych kontenerów i śmieci. Wszechobecne ubóstwo sprawia, że obywatele wolą przenieść się w odmęty wirtualnej rozrywki, zamiast obserwować otaczającą ich biedę. Już podczas pierwszych minut filmu, jesteśmy świadkami jak zdecydowana większość mieszkańców tzw. stosów, pochłoniętych jest w symulacji życia zwanej OASIS. Wade (Tye Sheridan) znany w grze jako Parzival, to chłopak, któremu życie nie oszczędziło smutków. Jako sierota żyje z ciotką, która ledwo wiąże koniec z końcem, co rusz pakując się w nieudane związki. W chałupniczo wykonanym RIG-u (baza, z której przenosi się do gry) próbuje rozwikłać zagadkę twórcy OASIS – James’a Halliday’a. Pomysłodawca symulacji przed swoją śmiercią rzucił wyzwanie graczom, oferując zwycięzcy okazały majątek i prawa do zarządzania grą. Przed ochotnikami stoją zadania, do których wykonania nie potrzeba mięśni ze stali, a sprytu i inteligencji.

Pomysł prosty i stary jak świat. Widzieliśmy podobny motyw chociażby w czwartej części przygód o Harrym Potterze. Wykonanie zadania poprzedza rozwiązanie wskazówki. Spielberg mimo dużego ryzyka, które niesie takie przedstawienie fabuły, poradził sobie z tym doskonale. Oglądając przygody głównego bohatera i grupki jego „przyjaciół” (żadnego z nich nie w tzw. realu), mamy wrażenie, że jest to zupełnie świeża idea. A wszystko to jest okraszone odniesieniami do filmów, muzyki oraz gier ostatnich 40 lat. I to właśnie robi największą robotę.

Lista odniesień do popkultury jest długa i z czasem będzie się powiększać. Z tych „starszych” mamy tu m.in. „King Konga”, „Park Jurajski”, uniwersum „DC” oraz „Marvela”, „Lśnienie”, „Michaela Jacksona” czy „Star Wars”. Młodsze pokolenia z pewnością rozpoznają „Overwatch”, „Halo”, styl „Battle Royale” zarówno w grach jak i filmie, a także seria „Borderlands”. Oczywiście więcej tu oldchoolu, ponieważ Spielberg był jednym z jego twórców. Nie mniej jednak, mnóstwo pieniędzy przeznaczono na prawo do użycia motywów, muzyki oraz postaci z innych dziedzin kultury. Mimo tak gęstego nagromadzenia znanych elementów, ogląda się to bardzo dobrze i nie jak w przypadku animacji „Ralph Demolka” czy „Pixele”, gdy te motywy rzucały się w oczy na każdym kroku. OASIS samo w sobie tez jest stworzone bardzo ładnie. Wiele obaw dotyczyło właśnie tego świata – jak zostanie zbudowane i poprowadzone. Większość filmu spędzamy właśnie tam, dlatego łatwo o potkniecie. Twórcy poradzili sobie z wyzwaniem doskonale, oddając widzom nową, wirtualną krainę z odniesieniami do rzeczywistości.

Jedno do czego można się przyczepić to bardzo mała ilość aluzji do współczesności. Trochę wygląda to tak, jakby Spielberg w ostatnim momencie otrzymał od producentów nakaz dorzucenia kilku rzeczy, które aktualnie są „cool” i „trendy”, by na film przyszli też najmłodsi, tym samym zwiększając ilość sprzedanych biletów. Dlatego żadne ze współczesnych dóbr nie odgrywa ważnej roli w tym filmie (no oprócz wzmianki o stream-ach na twitchu), a szkoda bo dobrze byłoby zobaczyć tam np. motyw z gier Naugty Dog albo posłuchać np. Kanye Westa lub Justina Biebera. Chyba, że kryję się za tym ciche zażalenie Spielberga, że w dzisiejszych czasach nie powstaje już nic odkrywczego.

Produkcja nie miała na celu potwierdzić w przekonaniu, że „kiedyś było lepiej”, jednak po ogólnej refleksji widzowie są w stanie zgodzić się z tym zdaniem. Czasy wielkich pomysłów i niedocenionych geniuszy minęły, pozostawiając nam tylko reklamową papkę, którą karmią nas międzynarodowe korporacje. Nie mniej jednak, „Ready Player One” to film niewymagający, lekki i pełen odniesień. Jeśli na bakier u Ciebie z kulturą ostatnich 30-40 lat, lepiej sobie odpuść, ponieważ właśnie wspomnieniami ta produkcja stoi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *