„Więzień Labiryntu: Lek na śmierć” – to już koniec trylogii

„Więzień labiryntu : Lek na śmierć” trafił na ekrany kin z rocznym opóźnieniem, którego powodem był wypadek na planie Dylana o’Brien’a, grającego Thomasa – głównego bohatera. Czy mimo przeszkód towarzyszącym nagraniom, twórcy spełnili oczekiwania fanów tej serii?

Po ucieczce od złowrogiej organizacji DRESZCZ w ostatniej części, Thomas i przyjaciele próbują uratować wciąż uwięzionego Minho (Ki Hong Lee). Bohaterów czeka jeszcze jedno zadanie – muszą znaleźć lekarstwo na śmiertelną chorobę. Odpowiedzi na nurtujące ich pytania znajdują się na końcu labiryntu. Czy uda się im wyjść z tego cało?

Cały film można opisać słowem: „widowiskowy”. Z pewnością stało się to za sprawą ilości czasu, który twórcy poświęcili na nagranie i montaż produkcji. Jakość wykonania jak i synchronizacja scen akcji znacznie przewyższa te z wcześniejszych części. Scena napadu na pociąg trzyma w napięciu i cieszy oko widza żwawym tempem i świetną scenerią, wyniszczonej, pustynnej planety. To właśnie podczas nagrywania tej sceny Dylan O’Brien spadł z rusztowania imitującego wagon pociągu i doznał złamania kości twarzy. Trzeba przyznać, że oglądając efekt końcowy, nie widać, aby nagrania te przyniosły jakikolwiek kłopot ekipie. Słowa uznania należy kierować do montażystów, którzy dołożyli wszelkich starań, aby zarówno ta scena jak i cały film trwający ponad 2 godziny, opatrzony był w najlepsze efekty specjalne. Podczas tak długiego sensu, możemy być świadkami strzelanin, eksplozji i walk, których choreografia robi ogromne wrażenie. W filmie nie zabrakło również emocjonalnych scen, mogących wzruszyć tych bardziej związanych z bohaterami trylogii.

Wątek Teresy (Kaya Scodelario) niewątpliwie wskazuje na zmarnowany potencjał tematyczny. Decyzja dziewczyny jest traktowana, jako niewybaczalna zbrodnia, przez co produkcja traci na wiarygodności. W „Więzień labiryntu: Lek na śmierć” reżyser Wes Ball wkłada wiele wysiłku, aby sprawić, że Thomas wydawał się być niewzruszonym bohaterem, zmagającym się z bardzo trudnymi misjami, któremu bezwarunkowo powinniśmy kibicować i współczuć. Jednak ostatecznie jest on osobą o ograniczonym umyśle. Motywacje bohaterów to najsłabszy element filmu. Film jednak trzyma w napięciu i staje się coraz lepszy z każdą minutą, nawet, jeżeli zadajemy sobie sprawę, że wiele akcji jest przekoloryzowanych. Nie wspominając o nad przeciętnej ilości szczęśliwych zbiegów okoliczności, które ratują bohaterów. Jednak wielbiciele serii i tak na te wszystkie paradoksy przymkną oko, ponieważ jest to wpisane w schemat podobnym temu filmowi produkcji.

Muzyka skomponowana przez Johna Paesano nie jest wyróżniającą się składową filmu. Buduje klimat i napięcie akcji, ale niestety nie znajdziemy w niej pretendenta do rangi kultowej. Oczywiście nie jest to minusem całości, bowiem jako całość produkcja kładzie nacisk na zgoła inne aspekty.

Wes Ball i zespół wykonali kawał dobrej roboty. To jedna z nielicznych młodzieżowych trylogii, która utrzymała swój poziom w każdej części. „Więzień Labiryntu: Lek na śmierć” daję fanom wyczerpujące i satysfakcjonujące zakończenie. Ostatnia część sagi nagrodzi tych, którzy zdecydowali dać tej serii szansę. Fani „Więzniaotrzymali końcową odsłonę, która poważnie traktuje materiał źródłowy. Zdecydowanie materiał godny polecenia.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *