Świąteczna dwunastka

Bożonarodzeniowe szaleństwo zaczęło się już jakiś miesiąc temu. Pięknie przystrojone ulice, lampki na choinkach, dziergane swetry z reniferem. Wszystko po to, żeby obudzić  nostalgię. Przypomnieć zapach mandarynek i zupy grzybowej na wigilijnym stole. Czym są dla nas święta? Zakupową euforią, godzinami spędzonymi w kuchni, czy monotonną tradycją? Odpowiedzi tyle, ilu ludzi, a w tym splocie tyle historii, ile potraw przy wigilijnym stole – 12. 

To świąteczna opowieść kreowana przez Was. Studentów wracających do domów, nauczycieli, marynarzy i artystów. Przez mamy, dziadków i rozsiane po całym kraju rodzeństwo. Każdy z nich ten magiczny czas widzi przez pryzmat swoich doświadczeń. Mieszkają w różnych częściach Polski i Europy, ale na kilka dni Świąt Bożego Narodzenia, chcą powrócić do miejsca pełnego radości, pysznego jedzenia, prezentów i kolęd. Czekają cały rok, żeby w końcu zjednoczyć się przy wspólnym stole. Zająć miejsce obok tych, których nie widzieli wiele miesięcy i rozkoszować się niezobowiązującym czasem. Są też Ci, dla których ten czas nie jest tak prosty i szczęśliwy.

Kiedyś było lepiej

Małgosi święta kojarzą się teraz z „jakimś umęczeniem” – zakupy, gotowanie, sprzątanie. Przestała je lubić w roku, w którym umarła jej mama – czekaliśmy z córeczką i mężem na moją teściową, która wcale nie przyszła. Nie przyszła babcia do wnusi i tak smutno jakoś już zostało. Dzieciństwo wspomina inaczej. Siedzieli z bratem na parapecie, opierając nosy o szybę. Wyglądali przez zaszronione okno, czekając z niecierpliwością na dziadków. – I w końcu widzieliśmy, jak się toczą, babcia w lisie, dziadek w kapeluszu. Zawsze było pełno śniegu, a autobusy w Wigilię jeździły rzadko. Czas oczekiwanie się wydłużał, bo pusty żołądek dawał o sobie znać. Teraz nie robi się już tego tak często, ale kilkadziesiąt lat temu, nawet dzieci przestrzegały postu – Byliśmy wygłodzeni czekając, bo nic się nie jadło do Wigilii, najwyżej mama dała kawałek ciasta drożdżowego i to wszystko. Potem upragniona ulga – na stole 12 aromatycznych potraw. Po wieczerzy chodzili na pasterkę, a właściwie jeździli. Na sankach! – Zawsze była kupa śniegu, a teraz mamy takie zimy jakby ich nie było wcale. Święta kojarzyły jej się z  prezentami, z choinką, ze śpiewaniem kolęd. Zupa pachniała, kompot z suszu smakował, a prezenty sprawiały radość. Teraz sama wszystko gotuje i sprząta, a upominki wręcza się tylko pociechom – kiedyś było fajniej, a teraz jak już człowiek stary…

Swoje trzeba było wystać

Małgosi przerywa mąż i zaczyna opowiadać o swoim dzieciństwie. – Kiedyś choinkę ubierało się w Wigilię i to był dla mnie kulminacyjny moment całych Świąt Bożego Narodzenia. Przygotowania nie były takie proste jak teraz. Trzeba było swoje wystać w kolejce albo „zamęczyć świniaka”. Po dobry chleb też trzeba było czekać. Wigilia była zwieńczeniem 40-dniowego postu – rzeczywiście niewiele się jadło albo prawie nic. A potem znów 12 postnych potraw, bo tyle być musiało, karp, kutia, kluski z makiem, śledzie.  Po jedzeniu wspólne śpiewanie kolęd, przy akompaniamencie pianina. Pod choinką nie było zbyt wiele, ale nawet każdy najmniejszy drobiazg wywoływał astronomiczne szczęście.

(Zdjęcie statku wykonane przez Piotra)

Morskie opowieści

Piotr na statkach marynarki handlowej pływa 8 lat. W tym roku święta spędzi na lądzie z rodziną, ale nie zawsze ma taką możliwość. – Praca nigdy się nie kończy, statek musi płynąć, czy w święta, czy w nocy, statek jak płynie to zarabia. Mimo rozłąki i okoliczności, w święta starają się celebrować polską tradycję. Ubierają choinkę, gotują potrawy wigilijne – kucharz ma utrudnione zadanie, gdy statek od dłuższego czasu pływa po Azji czy Ameryce południowej i nie może liczyć na polskie produkty żywnościowe. Jedzą przy wspólnym stole, ale najpierw kapitan składa wszystkim życzenia. – Dwudziestka silnych, jurnych mężczyzn milczy, kiedy kapitan mówi o rozłące z rodziną, bezpiecznym powrocie do domu, tęsknocie i miłości. Na morzu nikt się tego nie wstydzi. Potem standardowo opłatek w zestawie z uściskiem dłoni i okrojona wersja życzeń, każdy każdemu. Po jedzeniu rozchodzą się do kabin i wracają do pracy.Przejmiesz wachtę, zrobisz swoje, idziesz spać. Wigilia? Święta? Dajcie mi odpocząć, bo za 6 godzin znów do pracy…. Radosny czas świąt.

Jak dawać?

Kupowanie prezentów wydaje się teraz bardzo mechaniczne. Kilkaset wydanych złotówek w sklepie ma się równać uśmiechowi wywołanemu na twarzy odbiorcy. „Co chcesz pod choinkę?” spytasz, zanim zastanowisz się jaki prezent usatysfakcjonowałby obdarowywaną osobę. Spróbuj podejść do tego inaczej. Zrób coś własnoręcznie, jeśli potrafisz. Prezent od serca, wykonany przez Ciebie, będzie bardzo spersonalizowany. Unikatowy, jedyny taki egzemplarz na świecie, z którym oddajesz odbiorcy swój czas, talent i chęci. Ma większą wartość, niż ten kupiony zbliżeniowo i potrafi wywołać szczerą radość.

(Zły wilk z teatrzyku lalek wykonanego przez Olka, inspirowany bajką “Trzy świnki”)

Pomysłowy Mikołaj 

Olek do prezentów ma trochę inny stosunek. Nie kupuje tylko robi je sam. Przyjechał właśnie z kilkumiesięcznej podróży po Europie, żeby spędzić czas z rodziną i przyjaciółmi. Lubi Święta, bo jak mówi, jest to możliwość celebracji wartości rodziny i wzmacniania jej siły. Te kilka dni to dla niego radosny, ciepły dom, zapach goździków, cynamonu, owoców i wypieków.

Elastyczność wymagana

Moje skojarzenia z prezentami są złote – mówi Miłosz. Woli dawać niż dostawać, a wartość prezentów porównuje z ich przydatnością. – W 2015 roku dostałem elektryczną maszynkę do golenia, dzięki czemu sam jestem swoim fryzjerem. Te wszystkie rzeczy nie są jednak najważniejsze. Według niego Święta zwiastują dosłowne i metaforyczne zwycięstwo światła nad ciemnością. W zeszłym roku jego rodzice prawie się rozstali, dlatego teraz docenia, że mogą spędzić ten czas w komplecie. – Święta pielęgniarki i chirurga, czyli moich rodziców, w tym roku uzależnione są od konieczności pracy w szpitalu, dlatego taki tradycjonalista jak ja nie ma problemu z improwizacją. Nie czekają na pierwszą gwiazdkę, nie jadają karpia, a po kolacji jadą na swoje zmiany.

Miłosz co roku pomaga w kuchni i właśnie tam tworzy ich rodzinną tradycję. Przygotowując pierogi z kapustą i grzybami, w jednym ukrywa grosz. Moneta ma przynieść finansową pomyślność w nowym roku, dla tego, kto ją znajdzie – konsumpcja pierogów jest więc dla nas loterią.

Klubowi kolędnicy

U Wojtka wigilia z biegiem lat trochę się zmieniła i teraz odbywa się w uszczuplonym składzie. Czwórka rodzeństwa zdążyła dorosnąć i stworzyć swoje własne domy w różnych miastach Polski. W pierwszy i drugi dzień Świąt odwiedzają rodziców i dziadków. Prezenty kupują tylko najmłodszym, a między sobą wymieniają się drobnymi upominkami – dwa lata temu dostałem od rodzeństwa paczkę fajek pod choinkę. Po kolacji wigilijnej Wojtek wraca do Trójmiasta. Po co? Na techno-pasterkę w Sopockim Sfinksie. Kiedyś pasterki w kościołach, później w plenerze przy wódce, w pubach, teraz kluby. Nocne Świąteczne życie rozkwita, a z roku na rok ma coraz więcej do zaoferowania.

(Choinka w domu Olgi)

Drzewko życia

Olga ma za sobą 200 kilometrów podróży pociągiem. Niezbyt to wygodne, ale komfort nie ma teraz żadnego znaczenia, bo cel z każdą kolejną stacją zbliża się, wywołując euforię. Wraca do domu na Święta. Co one dla Olgi znaczą? To wigilia spędzana z rodziną, pierogi i uszka do barszczu lepione przez babcie. Wszystkie te smaki i zapachy, nie są najważniejsze. Najważniejsza w ich domu jest choinka – jest bardzo duża, a każda bombka z innej parafii, przez to wygląda strasznie kolorowo! Co roku ta sama historia – wszyscy przychodzą na umówioną godzinę, dzielą się opłatkiem, później jedzonko i prezenty. Brzmi znajomo? Niektórzy tym przesytem Świątecznej atmosfery i coroczną monotonią są już nieco znudzeni.

Świecka tradycja

Michał Święta spędza w Rumii z rodzicami, bratem i dziadkami. Kojarzą mu się ze specyficznym klimatem spod znaku choinek, lampek, zapachu domowych potraw, pierników i mandarynek – w ostatnim czasie te obrazy budzą we mnie raczej sentyment, obecnie nie przeżywam Świąt zbytnio i nie przykuwam do nich wielkiej wagi. Prezenty kupowałby w galerii, ale nie chce obserwować dantejskich scen w wykonaniu rodaków, dla których konsumpcjonizm stał się chyba ważniejszy od Papieża i Maryi. Gorzkie podsumowanie, ale nie jest jedynym, który tak uważa.

Druga strona barykady

Marcin wyznaje, że nie jest zbyt dużym miłośnikiem świąt. Co roku czeka z utęsknieniem na 27 grudnia, kiedy ten cały szał się kończy. –W tym roku wigilia u brata, pierwszy dzień u rodziców, a drugi wedle maksymy »pocałujcie mnie w cztery litery«. Prezenty robi sam albo zamawia przez Internet, bo nie ma czasu na sklepy rozgorzałe w ferworze walki o każdy centymetr kwadratowy i scenerii rodem z klasyki scen batalistycznych. Złóżmy sobie życzenia, rozdajmy prezenty i rozejdźmy się do domów. Ma chyba dość tej nadmuchanej atmosfery i sztuczności. Niech chociaż te życzenia będą szczere, co?

Obojętność, czy bunt?

Gdyby wystąpić z projektem o zdelegalizowanie Świąt, Tomek stałby twardo po stronie jego zwolenników. Jakby mógł, to by Świąt nie obchodził. – Siedzę w domu, obżeram się, prezentów nie kupuje, bo gniję na bezrobociu i nie mam hajsu. Dopowiada jeszcze, że ćwiczy, żeby nadwyżka kaloryczna się nie zmarnowała. Święta obchodzi, bo są i 12 potraw je, bo ugotują, ale równie dobrze mogłyby nie istnieć. Buntuje się przeciwko temu co napędza tysiące? Nie ruszają go płatki śniegu opadające na pięknie przystrojone choinki? Lubi za to pójść do pubu na pasterkę i pogadać ze starymi znajomymi, których dawno nie widział. Czyli jednak coś mu te Święta dają pozytywnego. Piwko z kolegą i nowa historia do kolekcji.

(Świąteczne zdjęcie Damiana)

Wielki powrót

Dla Damiana Święta to czas przede wszystkim rodzinny. Od kilku lat mieszka w Hiszpanii, a dla niego to zazwyczaj jedyna okazja na powrót do domu. Znajomych stawia na drugim miejscu, bo czuje, że skoro wraca na tak krótko, najpierw musi skupić się na rodzinie. Święta Bożego Narodzenia kojarzą mu się ze śniegiem, za którym tęskni w Walencji. Z siedzeniem pod kocem i oglądaniem filmu przy światełkach choinki. No i z ogarniającą wszystko ciemnością, skracającą dzień prawie o połowę. Nie to, co w Hiszpanii, z której wraca z prezentami. – Kupując jakieś małe, lokalne bzdety typu ośmiornice, jamón czy turrón, mogę dać nietypowe prezenty, których nie da się w Polsce kupić w tak dobrej jakości. W kraju torreadorów i kwitnącej na ulicach pomarańczy prezenty daje się 6 stycznia, w Święto Trzech Króli. – Nie ważne czy kryzys, czy nie – mówi – rodzina spłukuję się do zera na prezentach. Zamiast koszul, kompletów pościeli i skarpet, tam daje się wycieczki za kilkaset euro, najnowszy sprzęt elektroniczny i inne wymyślne gadżety. – Wigilia w Hiszpanii, to zupełnie inna historia i też ją uwielbiam. Je się bardzo dużo owoców morza, co w Polsce w ogóle nie istnieje. Wigilia to tutaj krewetki, raki, małże. Po morskiej uczcie wszyscy wychodzą do klubów i barów, tworząc iście polski sylwestrowy klimat. Pełno ludzi, alkohol i zabawa. Do kościoła nie chodzą, nie dzielą się opłatkiem, Biblii nie czytają – tylko w Polsce to widziałem.

Americano

Patrick odwiedza Polskę kolejny raz, pierwszy w świątecznych okolicznościach. Urodził się w Stanach Zjednoczonych i o naszej tradycji nie ma za bardzo pojęcia. Zarówno w USA jak i w Ameryce Południowej nie obchodzi się Wigilii, nie łamie opłatkiem. Kupuje się za to prezenty, zostawiając w sklepach pokaźne sumy. Pierwszy Dzień Świąt rozpoczyna się śniadaniem i rozpakowywaniem upominków. Święto konsumpcjonizmu, w którym najważniejsza jest ilość ozdób przed domem i jak wysoka i przystrojona jest choinka. Tysiące lampek, świecące renifery i ciasteczka z mlekiem dla Mikołaja? Sielanka. Propagująca właściwie co?

Święta, święta i po świętach

Emocje zaraz opadną, o prezentach zapomnicie. O jednym należy jednak pamiętać. Pielęgnowanie świątecznej tradycji, jaka by nie była, frustrująca, męcząca, czy kiczowata, to pielęgnowanie rodziny. Jej szczęście, przez te kilka dni powinno być priorytetem. Dobre słowo, pomoc, ciepły gest – najprostsze, co można zrobić. Święta Bożego Narodzenia to czas, w którym trzeba się skupić na wspólnocie, nie na samym sobie i na tym, czy prezent od taty spełnia wymagania. Może w tym miesiącu, nie mógł pracować w weekendy i nie dostał premii? Jakkolwiek zła nie byłaby sytuacja materialna, to nie ma żadnego znaczenia. Bo Święta i atmosferę tworzą ludzie, a podarunki, grzybowa i mandarynki to tylko dodatek.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *