Idą święta w Listach do M. 3

Listy do M. 3Atmosfera zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia powoli zaczyna dopadać nas wszystkich. Począwszy od sklepów, które zasypują nas różnymi dekoracjami, po specyficzną temu czasowi muzykę, która stopniowo wypełnia coraz więcej przestrzeni, aż po filmy. Co roku kino raczy nas kolejnymi produkcjami nawiązującymi do tego wyjątkowego czasu w roku. Jakie atrakcje przygotowali dla widza twórcy „Listów do M. 3 ?”

 

Akcja trzeciej części „Listów do M.” toczy się w Warszawie, gdzie mamy okazję obserwować dalsze losy bohaterów, jak i poznać nowych. Za reżyserię odpowiada Tomasz Konecki, który ma na koncie m.in „Lejdis”, czy „Ciało”. Mocną stroną filmu, na którą niemal od razu zwraca się uwagę jest muzyka. Nie ogranicza się tylko do przewidywalnych, świątecznych hitów. Każda część wydaje świetnie skrojony soundtrack sprzedający się jak świeże bułeczki. Konieczne jest również poruszenie kwestii scenariusza, którego autorami są Marcin Baczyński i Mariusz Kuczewski. To właśnie on wydaje się być najsłabszą częścią produkcji. Większość przedstawionych w nim historii jest przesadnie oderwanych od rzeczywistości, przesłodzonych oraz niejednokrotnie nie trzymających się żadnej logiki.

Prezenterka radiowa Karolina (Magdalena Różczka) i zakochany w niej policjant Gibon (Borys Szyc) to najsztuczniejsi bohaterowie tej część. Są nużący i na siłę romantyczni. Między aktorami nie było chemii, a sceny z ich udziałem ratowały śmieszne docinki koleżanki Karoliny, nazywanej Rudolf (Danuta Stenka). Również romans Zuzy (Katarzyna Zawadzka) i Rafała (Filip Pławiak) to niewypał męczący przy dłuższym oglądaniu. Jedynie obecność zwierząt wprowadza w ich wątek sympatyczną atmosferę. Szczególnie razi w oczy, to, że bohaterowie co chwilę zupełnie przypadkiem na siebie wpadają. Dziwnie wypada również to ile się zmienia w ich życiu, mimo, że zamienili ze sobą zaledwie kilka zdań.

Nie zawodzą natomiast bohaterowie obecni w poprzednich częściach. Melchior (Tomasz Karolak) poszukuje ze swoim synkiem (Mateusz Winek) dziadka, którego jak się później okazuje odgrywa Andrzej Grabowski. Nie potrzebują do tego przejaskrawionych, nierealnych wątków. Sceny z ich udziałem szczerze bawią, rozczulają i wprowadzają prawdziwie rodzinną atmosferę. Również historia Kariny (Agnieszka Dygant) i Szczepana (Piotr Adamczyk) próbujących zmierzyć się z kryzysem wieku średniego należy do najzabawniejszych. Pokusić można by się nawet o stwierdzenie, że wyżej wymienione postacie ratują cały film przed klapą.

Miłą atmosferę budują nietuzinkowe, zabawne dialogi, zwroty akcji i intensywne tempo. Powoli ogarnia nas towarzysząca bohaterom magia świąt. Cała ta otoczka sprawia, że nie możemy się złościć na „Listy do M.3” za to, że nie jest ambitnym, zmieniającym coś w naszym życiu filmem. Sprawi on raczej, że się rozluźnimy, spędzimy miło czas, odbiegniemy na moment myślami od szarej codzienności. Przeniesiemy się do bajki o miłości, przebaczeniu i wyjątkowym świątecznym czasie pełnym niespodzianek. Pozostaje już tylko kwestia tego, czy właśnie tego oczekiwaliśmy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *