Nie takie straszne „Małżeńskie Porachunki”

malzenskie-porachunkiCiche i szarobure miasteczko w Danii. Dwa małżeństwa znudzone sobą, przechodzące poważny kryzys. Co zrobić, gdy rozwód wychodzi zbyt drogo? Wynająć płatnego mordercę. Jeśli macie ochotę na komedię damsko-męską z kryminalnym zabarwieniem to najwyższa pora na „Małżeńskie porachunki”.

Najnowszy obraz Ole’go Bornedal’a to komedia kryminalna w całości nakręcona w Danii. Szare, wynudzone miasto, z typowo skandynawskim otoczeniem jest przedstawione w naturalny, niemęczący sposób, bez zbędnego koloryzowania pokazuje realia jego mieszkańców. W tle widzimy ich codzienne życie, pełne monotonni, która dopada z czasem również relacje między głównymi bohaterami.

Na główny tor wysuwają się wątki dwóch małżeństw: Iba (Nicolas Bro) i Gritty (Mia Lyhne) oraz Edwarda (Urlich Thomsen) i Ingrid (Lene Christensen). Czwórka aktorów duńskiego pochodzenia idealnie odnalazła się w swoich rolach. Aktorki  brawurowo odegrały znudzone mężami, pragnące szaleństwa i docenienia, kobiety, a aktorzy groteskowo przedstawili spragnionych udanego małżeńskiego pożycia mężczyzn. Obsada została dobrze dobrana do swoich ról i zagrała ze świetnie wyczuwalną nutą poczucia humoru.

Mimo że kryzys w małżeństwach jest dominującym źródłem problemów głównych bohaterów, to gdyby nie dodany wątek płatnych morderców film byłby po prostu nudny. Najciekawszymi scenami są te z ich udziałem. W pamięci zapisuje się postać Panny Nippleworthy (Gwen Taylor) jej rola, jako płatnej morderczyni wynajętej w odwecie przez żony, jest jedną z bardziej interesujących. Złożoność jej postaci sprawia, że nie chce się oderwać od niej wzroku. Jedyne czego można żałować to fakt, że aktorka pojawia się w filmie dość późno i nie dostaje wiele scen, by pokazać swoje umiejętności.

W rolę wynajętego przez mężów mordercy, Rosjanina Igora Ladopolnego wciela się Marcin Dorociński – nie da się ukryć, że to właśnie jego postać wyróżnia film na tle innych. Dorociński zapada w pamięci jako nigdy nietrzeźwiejący, pełen ironii i posiadający „misję uszczęśliwienia” mordercę. Na osobach, które mają świadomość, że aktor jest Polakiem bez wątpienia zrobi wrażenie też to, jak z rosyjskim akcentem (na dodatek udając pijanego) mówi po angielsku. To jak autentycznie wciela się w tak nieautentyczną i przejaskrawioną sylwetkę zabójcy jednocześnie bawi i intryguje.

„Małżeńskie porachunki” to obraz będący mieszaniną mniej i bardziej udanych scen: część wątków zdecydowanie zasługiwało na rozbudowanie i oglądając, żałujemy, że nie dowiemy się więcej. Również niektóre dialogi są mniej udane, próbując bawić na siłę. Generalnie jednak film pełen jest błyskotliwego humoru i zwrotów akcji. Ole Bornedal, tworząc scenariusz zadbał o to, by przez całą historię przeprowadzić widzów sprawnie i bez zbyt wielu komplikacji, dając lekką i przyjemną opcję na wieczór. Jeżeli nie oczekujemy wyjścia po projekcji odmienieni, a jedynie chcemy spędzić miło czas – „Małżeńskie porachunki” będą strzałem w dziesiątkę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *