„Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło”

laleczka

fot. Mateusz Grygiel

Niebezpieczna niczym ulatniający się tlenek węgla. Równie trudna do wykrycia i rozpoznania na czas – jeszcze nim doprowadzi do tragedii. Depresja. Dużo o niej słyszymy, zwłaszcza w okresie „jesienno-zimowej chandry”. Ale czy równie dużo o niej wiemy?

Depresja to termin używany bardzo często. W psychiatrii oznacza on zaburzenie psychiczne, polegające na obniżeniu nastroju, utracie zainteresowania, czy nieodczuwaniu przyjemności. Potocznie używa się go też do określenia złego samopoczucia, smutku i spadku energii. Należy jednak rozróżnić przejściowy smutek od stanów chorobowych.

– W psychoterapii Gestalt (kierunek w psychologii głoszący, że życie psychiczne składa się ze specyficznych całości, będących elementami doświadczenia) depresję postrzega się jako zamrożenie emocji i zahamowanie ich ekspresji. Dotyczy to zwłaszcza gniewu. Bardzo ważna jest jednak indywidualizacja każdego przypadku – mówi Mateusz Grygiel, psychoterapeuta z Gdyni.

Nikola z piekłem depresji zmagała się przez ponad 17 lat. Teraz, jak twierdzi, jest wystarczająco silna i zahartowana, żeby móc głośno mówić, przez co przeszła. Na fragmentach jej ciała niezakrytych przez czarne ubrania widać tatuaże. Część twarzy zasłaniają długie, proste włosy.

W dal idą na smutek i życie tułacze,

A z oczu im lecą łzy… Rozpacz tak płacze…

Anxious Child

fot. Royce Bair

W ciele i umyśle cierpiącej na depresję osoby zachodzi wiele zmian: wahania masy ciała o 5% w ciągu miesiąca, wzrost lub spadek apetytu, utrzymująca się bezsenność lub nadmierna senność. Niektóre osoby cierpią na spowolnienie lub podniecenie ruchowe, permanentnie odczuwają zmęczenie. Jeżeli chodzi o zmiany w psychice, często występują poczucie nieuzasadnionej winy oraz obniżenie poczucia własnej wartości. Zdarzają się także takie objawy, jak obniżenie sprawności myślenia, zaburzenia uwagi i koncentracji. Do tego dochodzi niemożność podjęcia decyzji czy nawracające myśli o śmierci.

– Izolowałam się od ludzi. Później zachorowałam na anoreksję. Zaczęłam się okaleczać. Ostatecznie podjęłam próbę samobójczą. A właściwie próby… – wspomina Nikola, która została odrzucona przez rówieśników, gdy dowiedzieli się, że słucha metalu. Wtedy zaczęły się wyzwiska, że satanistka, narkomanka. – Cięłam się, bo ból pomagał, to taka zamiana cierpienia psychicznego na fizyczny… Jak się już wejdzie w to tak głęboko, to jest jak uzależnienie, tylko że od nieszczęścia – dodaje.

Kto? Nie wiem… Ktoś odszedł i jestem samotny…

Ktoś umarł… Kto? Próżno w pamięci swej grzebię…

Czy w ogóle można ustrzec się depresji? – Nie chciałbym pisać o truizmach typu „myśl pozytywnie”, gdyż byłoby to szkodliwe uproszczenie. Generalnie to, co może nas uchronić to samoakceptacja (w rozumieniu świadomości swoich zasobów i akceptacji ograniczeń). Nie bez znaczenia jest też satysfakcja z relacji z bliskimi, a także odnalezienie i stosowanie skutecznych dla siebie sposobów radzenia sobie ze stresem – tłumaczy Mateusz Grygiel.

Na depresję najbardziej narażone są osoby tłumiące swoje emocje i biorące na siebie zbyt dużo obowiązków w stosunku do możliwości. Osoby te nie redukują przykrych napięć emocjonalnych na bieżąco i pozwalają na ich spiętrzenie. Często na depresję zapadają też osoby, które mają kłopot z przyjęciem pomocy od innych. Inną grupę stanowią ci, którzy doświadczyli straty kogoś bliskiego i nie mogą (z różnych, indywidualnych powodów) zakończyć żałoby.

Tak było w przypadku Nikoli. Wszystko zaczęło się od momentu, kiedy jej ojciec wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Jako dziecko często płakała bez powodu. – Potrafiłam rozpłakać się na środku ulicy, bo zobaczyłam mężczyznę podobnego do mojego ojca albo reklamę, gdzie jest obrazek „pełnej, szczęśliwej rodziny” – wspomina. W późniejszych latach doszedł brak poczucia własnej wartości, odrzucenie, zagubienie w życiu. Na matkę nie mogła liczyć. – Była zniszczona rozwodem, podziałem majątku… Prawda jest taka, że odpychałam wszystkich, a moja mama długo nie miała pojęcia, co się ze mną dzieje. W wieku 13 lat byłam zdana sama na siebie. Nigdy nikomu się nie zwierzałam. Prawdziwego przyjaciela mam dopiero od kilku lat – dodaje dziewczyna.

Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło,

Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno…

Jak wygląda leczenie i ile może trwać? To zależy od istoty problemu, zasobów człowieka oraz wsparcia otoczenia. Nierzadko pomocne w leczeniu są środki farmakologiczne.

tabletki

fot.Ashley Rose

– Leki są formą wspomagania leczenia depresji, gdyż redukują objawy, a nie przyczyny depresji. Jedynie świadomy, autentyczny kontakt z drugim człowiekiem może wyeliminować przyczyny depresji i pozwolić choremu nabyć pełniejszej samoświadomości. – twierdzi gdyński psychoterapeuta. Niezależnie od metody leczenia, zawsze jest to indywidualna sprawa i nawet jeśli naszym znajomym takie, a nie inne sposoby pomagają, to nie oznacza to, iż nam one pomogą.

Chyba każdy z nas jest w stanie domyślić się, czym skutkuje niepodjęcie leczenia. Pozostawiona sama sobie choroba utrwala się w ciele i umyśle chorego. Najgorzej dzieje się, gdy osoba cierpiąca na depresję i sygnalizująca swój problem, otrzymuje odpowiedź od otoczenia: „pomożemy ci, jeśli będzie naprawdę źle, jak wrócisz do normy to znów będziesz sobie radził sam” – tłumaczy Mateusz Grygiel. Niestety, nierzadko depresja kończy się samobójstwem.

Pytam Nikolę, czy po rozpoznaniu choroby podjęła jakieś kroki. – Mam dziwną właściwość, że im jest ze mną gorzej, tym większego kopa dostaję, żeby coś z tym zrobić, więc po prostu walczyłam sama ze sobą. Tak jak alkoholik zmaga się ze sobą, żeby nie wziąć flaszki, tak ja walczyłam, żeby się nie zabić – wspomina. Zaczęła szukać czegoś, co lubi, w czym jest dobra. Żeby mogła przeżyć do następnego dnia. – Postawiłam na hedonizm i egoizm, bo życie według oczekiwań innych nie może być szczęśliwe – uściśla. Teraz uprawia sporty ekstremalne, uczestniczy w muzycznych festiwalach, podróżuje autostopem. – I tak powoli dochodziłam do tego, kim jestem i czego chcę od życia. Zebrałam w sobie odwagę do bycia sobą – podsumowuje. Ale czy to już koniec? Nikola twierdzi, że tak, choć od niedawna, bo wcześniej co jakiś czas zdarzały się nawroty smutku i złych myśli.

Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie

I zmienił go w straszną, okropną pustelnię…

tatuaż

fot. Leandro Queiroz

Ciało Nikoli pokrywają liczne tatuaże. Dociekam, czy mają one związek z chorobą. – Tatuowanie się to dla mnie bardzo duża część „powrotu do żywych”. Z każdym jednym tatuażem czułam się silniejsza, bardziej „nietykalna”… Tak jak kościoły mają gargulce odpędzające złe duchy, tak ja mam tatuaże chroniące moją osobowość – tłumaczy Nikola. Sama zastanawia się, jak to możliwe, że wyszła z takiego bagna. Tłumaczy to sobie samozaparciem i mobilizacją. – Mam cholernie silną wolę i charakter, przez te wszystkie komplikacje rodzinne stałam się typem „fightera” – śmieje się.

Nie potrafię ukryć zaintrygowania stylem Nikoli. Czarne ubrania i mroczna muzyka raczej nie są pozytywne. – Widzisz, kwestia polega na tym, żeby nie rezygnować ze wszystkiego, bo ta depresja i wszystko po tych 17 latach to zbyt wielka część mnie. Po prostu wykorzystałam swoje „demony” na własną korzyść. To właśnie jest ta cała moja mroczna otoczka, rysunki, muzyka. To kwintesencja stylu – tłumaczy Nikola.

Niejednokrotnie w trakcie naszej rozmowy wspomina o tym, że doskonale siebie zna. Pytam ją, skąd się wzięła ta umiejętność odczytywania swoich ukrytych problemów. – W liceum miałam psychologię jako przedmiot na maturze, pogłębiłam wiedzę o zaburzeniach psychicznych, no i przypadkowo zrobiłam jakiś test. Wyszło, że mam nienaturalnie wysoką samoświadomość, sama byłam w stanie powiedzieć sobie, co jest ze mną nie tak – Nikola rozwiewa moje wątpliwości.

Momentu przełomowego nie było, ale jak twierdzi: życie jest krótkie, a to wie każdy, zwłaszcza ten, kto jedną nogą był już po drugiej stronie. – „I’ll do it, just because I can”. Wzięłam się w garść dla siebie, wszystko robię dla siebie. Mam taką mściwą naturę, zawsze sobie mówiłam „ja wam wszystkim jeszcze pokażę”. Ot, dla własnej satysfakcji.

W tytule tekstu oraz jego śródtytułach wykorzystano fragmenty wiersza Leopolda Staffa „ Deszcz jesienny ” .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *