Dracula wiecznie żywy

1316499__kr

Narodzony ponad wiek temu, nieśmiertelny wampir z Transylwanii znów powraca na ekrany kin. Mrocznego Hrabiego tym razem wskrzesił Gary Shore. Ale czy było warto przenosić na ekrany nieznaną dotąd historię?

„Dracula: Historia nieznana” to kolejny powrót do mitu Draculi z powieści Brama Stokera. Już sam tytuł wskazuje, że będzie to historia, która do tej pory nie zawitała na ekrany naszych kin. Nowy hollywoodzki Dracula porzucił swoje upiorne, blade oblicze na rzecz wizerunku obrońcy rodziny i poddanych. 

Reżyser łączy w filmie dwie opowieści. Z jednej strony mamy historię autentycznej postaci – walczącego z Turkami Vlada Palownika, z drugiej zaś legendę dotyczącą pojawienia się na świecie pierwszego wampira.

Vlad (Luke Evans) to młody książę, który będąc dzieckiem został oddany w ręce tureckiej armii, gdzie z wiekiem stał się jednym z najgroźniejszych wojowników nabijającym swoich przeciwników na pal. Jednakże, gdy po porzuceniu przez niego miecza i rozpoczęciu życia w spokoju, narasta konflikt z tureckim sułtanem, chcąc ocalić życie rodziny i poddanych postanawia sprzedać duszę diabłu. W ten sposób staje się pierwszym wampirem – znanym jako Hrabia Dracula.

Historia, którą serwuje nam Shore, nie jest zbyt mocno spokrewniona z powieścią, z której wywodzi się Dracula. Tych widzów, którzy liczyli na mroczny klimat czeka zawód. Brak tutaj pustych zamczysk, w których słychać tylko świst wiatru. Mityczny potwór ukazany jest w zupełnie nowym świetle. U Shore’a wampiryzm to klątwa, którą bohater przyjmuje ze szlachetnych pobudek, nigdy w pełni się jej nie poddając. Strach i zniszczenie sieje tylko z przymusu, a po wszystkim powraca na łono rodziny.

dracula-untold-creepy-old-guyNa ekranie spośród obsady wyróżnia się, grający rolę tytułowego Draculi, Luke Evans. Pozostali bohaterowie zostają do końca seansu bliżej niezidentyfikowanymi twarzami (na drugim planie pojawia się nawet Jakub Gierszał). Można odnieść wrażenie, że jedynym zadaniem Sary Gadon, która wciela się w żonę Vlada, jest ładnie wyglądać, a kreacja występującego w roli tureckiego sułtana Dominika Coopera sprowadza się głównie do udawania orientalnego akcentu. Dopełniający obsadę Charles Dance („Gra o tron”) nadrabia charyzmą, ale trudno uznać go za szczególnie przerażający czarny charakter.

Przy tak słabym scenariuszu na plus wychodzą jedynie efekty specjalne. Szczególnie dobrze wypadają sceny batalistyczne.

To wszystko sprawia, że „Draculę” ogląda się bez większego zainteresowania. Nie jest to film, którego byśmy wcześniej nie widzieli. Zamiast wydawać pieniądze na bilet do kina warto odświeżyć sobie starsze filmy, z Hrabią w roli głównej. „Dracula: Historia nieznana” w dalszym ciągu powinna pozostać nieopowiedziana.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *